Ja to nie mam pojęcia jaka jest definicja aktywizmu.
Na chłopski rozum, czyli to z czym się spotykamy jako obywatele, to jest to forma działalności, która: 1. ma na celu doprowadzenie do zmian (społecznych, gospodarczych etc) 2. jako środek przyjmuje wszelkie formy denerwujące ludzi, aby zwrócić na siebie uwagę 2a. opiera się na działaniu emocjonalnym i budzącym emocje
Jeśli tak, to równie dobrze można to robić zawodowo.
@rogatywieszcz aktywizm nie musi wkurzać ludzi i być emocjonalny. Chodzi o nagłaśnianie spraw i prowadzenie do przemian. Są różne metody, ale podmioty dzierżące kontrolę lubią nagłaśniać te najbardziej "denerwujące" metody aktywizmu, aby wyśmiać to, o co ci aktywiści walczą
Wiem o czym mówisz, bo sam wiele lat się zajmowałem nagłaśnianiem spraw, co prawda w tematach tak niszowych jak informatyzacja - ale taką formę nagłaśniania, w której posługujemy się merytorycznym argumentami nazwałbym po prostu popularyzacją. Aktywizm to już coś więcej - moim zdaniem wyróżnia go właśnie ten aspekt masowości. Sprowadzanie krytyki aktywizmu do “wyśmiewania” nie jest specjalnie uczciwe - jeżeli Greenpeace publikuje zdjęcie chłodni kominowej żeby przerażać publiczność “skażeniem powietrza” to nie trzeba być “podmiotem dzierżącym kontrolę” by się tym irytować, wystarczy wiedzieć, że to białe to para wodna, ta sama co w chmurach. Tu leży moim zdaniem główny problem aktywizmu - ma on naturalną skłonność do dryfowania w stronę reklamy, a aktywiści mają naturalną skłonność do przesady i emocji… bo to sedno reklamy. Ale o ile reklama działa w jakichś ramach etycznych i prawnych, o tyle aktywistom bardzo łatwo wpaść w tryb samousprawiedliwienia, w której każda manipulacja i przesada jest dobra bo oni to robią “w słusznym celu”. To z kolei prowadzi do takich akcji jak zalanie żółtą farbą całego ronda w Berlinie przez ten sam Greenpeace… żeby zwrócić uwagę. Pytanie na co? Na ochronę środowiska? Czy na siebie samych?
@Mateusz @kuba Definicja jest z obserwacji. Podejrzewałbym miks tego o czym mówi Kuba, czyli nagłaśniania przez media głównie tego co bardziej kontrowersyjne, oraz zmian w faktycznym stylu działania aktywistów na przestrzeni lat. Tzn nie wiem jakie metody przeważały kiedyś, ale jeśli nie te mające natychmiast zwrócić czyjąś uwagę i dążące do szybkich, nieprzemyślanych zmian, to się to pozmieniało.
P.S. Ja bym Cię Kubo aktywistą nie nazwał bo... nie wkurzasz :D.
Jestem otwarty na informacje i przewartościowanie, piszę z przymrużeniem oka cały czas.
@rogatywieszcz @Mateusz @kuba jup dla mnie też Internet Czas Działać czy _wczesne_ lata działania niebezpiecznika / zaufanej trzeciej strony / sekuraka to bardziej popularyzacja niż aktywizm.
Dla mnie aktywizm nieodmiennie łączy się mimo wszystko dosyć wyraźnymi akcjami sprzeciwu / nieposłuszeństwa obywatelskiego, wszelkiej akcji akcjami społecznymi (charytatywnym albo edukacyjnymi - ale organizowanymi aktywnie ze strony organizacji/osoby a nie tylko udostępnianiem materiałów do samoedukacji).
Jasne - być może nie jest w 100% zgodne z formalną definicją aktywizmu, bardziej jest to intuicyjne rozumienie dlaczego kogoś nazwę, kogoś innego nie nazwę aktywistą (społecznym, ekologicznym...)
I w 100% zgadzam się z tym co @kravietz napisał o skłonność aktywistów do "luźnego", "medialnego" i "emocjonalnego" podejścia do faktów i danych. Wiadomo znowu - ta generalizacja nie oznacza że WSZYSCY aktywiści i organizacje takie są, natomiast te które są zauważalne i słyszalne w przestrzeni publicznej często takimi metodami się posługują.
No właśnie - to ostatnie zdanie jest moim zdaniem kluczowe - zauważalne. Używając przykładu z Polski, drastyczne reklamy antyaborcyjne są na pewno zauważalne. I co? Jaki odnoszą one efekt? Moim zdaniem przede wszystkim polaryzacji społecznej, to znaczy fanatycznego podziału na tych “za” i “przeciw”. A kwestia tego za lub przeciw czemu dokładnie występują jest drugorzędna, bo aktywizm narzuca takie czarno-biało widzenie świata. Tymczasem zarówno temat aborcji jak i ograniczania zmian klimatu jest tematem tak pełnym niuansów, że plemienne nawalanki odnoszą efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego przez każdą ze stron konfliktu. Bo ten konflikt został właśnie w ogóle od początku stworzony przez aktywizm, w obu kwestiach nie powinno być żadnego konfliktu a jedynie współpraca.
@kuba @rogatywieszcz Aktywizm musi wkurzać ludzi. Może nie wszystkich i nie celowo, ale zawsze znajdzie się lamus który np. nazwie cię waflem i donosicielem
@Mateusz @kuba O ile samo ciśnienie nie jest denerwujące. Bo dla mnie często jest. Gdy aktywistom wydaje się, że poza dziedziną w której są aktywni mało co w życiu jest ważne i wszyscy powinni poświęcać temu zagadnieniu tyle uwagi, co oni sami, dochodzi do sytuacji gdy wywierają presję w postaci indukowania poczucia winy. Znam ludzi, którzy się temu poddają i żyją z tym poczuciem winy. Mnie to denerwuje.
No właśnie aktywizm w kwestiach środowiskowych też jest w znacznej części stosowany “z wyjątkowo luźnym podejściem do wiedzy naukowej”.
Dlatego właśnie użyłem na początku przykładu Greenpeace, bo to jest dla mnie sztandarowy przykład aktywizmu, który odnosi skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego. Jeżeli podsumować dekady działalności Greenpeace to są oni w znacznej części współodpowiedzialni za to, że Niemcy faktycznie przeszły na węgiel jako główne źródło prądu - i to jest efekt netto ich działalności.
A wynika to właśnie ze skrzywienia ideologicznego i fanatyzmu, który kazał im nie tylko nawoływać do walki z globalnym ociepleniem dowolnymi środkami (co sugeruje nauka), tylko przy pomocy bardzo wybiórczo zalecanych metod, z częstym naginaniem rzeczywistości do swoich preferencji.
Żeby było sprawiedliwie to w sprawach środowiskowych istnieje na przykład także Polski Alarm Smogowy, który od początku (jeszcze jako “Krakowski…”) miał jeden cel: ograniczenie niskich emisji. Dowolnymi środkami, niezależnie od opcji politycznych. Ale akurat tam miałem okazję obserwować działalność KAS od środka (byłem jednym z współzałożycieli, dopóki nie wyjechałem do UK) i tam było 90% pracy merytorycznej, dyskusji z samorządami, raportów, monitoringu, opracowań itd itp i może 10% działalności PR czyli klasycznego aktywizmu (ulotki, marsze antysmogowe).
Jasne, jak już zaznaczyłem, masz absolutną rację w tych przykładach. Dla mnie jednak taka forma jest wyłącznie narzędziem, które może albo i nie być wykorzystane w dobrym i złym celu. I czasami chyba nie da się bez krzykliwych akcji i uproszczeń mieszczących się w nagłówku gazety przebić do powszechnej świadomości.
Tutaj podałeś akurat negatywne przykłady, zresztą wyjątkowo agresywnie stosowane (i z wyjątkowo luźnym podejściem do wiedzy naukowej). Jednak czy aby na pewno rozkręcenie np. imby o problemie z środowiskiem było aż tak jednoznacznie złe biorąc pod uwagę, że jeszcze 20-10 lat temu procent ludzi którzy mieli na to wywalone po całości albo traktowało to jako absolutnie teoretyczne rozważania był wyraźnie większy - przynajmniej w moim otoczeniu?
Właśnie na podstawie w/w przykładów wydaje mi się, że dla tych zjawisk społecznych lepiej byłoby gdyby ich nie “wyciągano do mainstreamu”, zwłaszcza w taki sposób. Weźmy temat aborcji - to jest zagadnienie, które powinno obejmować cały kompleks działań społecznych, od edukacji seksualnej po pomoc społeczną, dopiero potem zabiegi medyczne związane z rozrodczością i dopiero na końcu prawne ramy dopuszczalności aborcji. W momencie kiedy ten niesłychanie skomplikowany kompleks zagadnień jest rzucany przez media tłumowi, który ocenia go pomiędzy nowymi cyckami jednej celebrytki i nowym autem drugiej to siłą rzeczy jest on redukowany do tego samego poziomu. A co najgorsze, pojawiają się właśnie aktywiści z obu stron, którzy właśnie aktywizują ten tłum do wywierania presji społecznej na polityków… a to się zawsze kończy działaniami regulacyjnymi, które są głośne, radykalne… i kompletnie przeciwskuteczne, jeśli nie wręcz szkodliwe.
@kravietz ja bym nie był taki zasadniczy w odrzucaniu tego medialnego, uproszczonego podejścia (chociaż masz absolutną rację wskazują na negatywne przykłady ich zastosowania).
ALE
wydaje mi się, że w przypadku spraw które są mało medialne, popularne, zauważalne, obecne w ogólnej dyskusji publicznej jest to jedna z metod na popularyzację tematu, wyciągnięcie go do "mainstremu" ze strefy - "ale kogo to obchodzi".
Zresztą, tak działa to nie tylko w przypadku aktywizmu - ostatnimi bardzo przykrymi przykładami były dwie tragedie na morzu i to jaką różnicę robiło nagłośnienie albo nie nagłośnienie tematu często prostackimi nagłowkami w mediach.
Szczególnie to jest chyba zauważalne w przypadku rzeczy które społecznie niewygodnie nam dostrzegać, wolelibyśmy ich nie widzieć, zamieść pod dywan.
@rogaty wieszcz @nomadbynature Próbuję poskładać w całość powyższe: Obywatele spotykają się z działaniem aktywistów/tek, którzy/re próbują doprowadzić do zmian (społecznych/gospodarczych) w sposób emocjonalny i denerwując ludzi. I teraz pytanie za 100pkt. czy obywatele, aktywiści i ludzie to zupełnie rozdzielne grupy ? Bo skoro "obywatele spotykają się z działaniem aktywistów" i "aktywiści denerwują ludzi" to może aktywiści to jakiś obcy element, niepożądany przez ludzi (a co dopiero przez obywateli!). ??? 🙄
Napisałem dość wprost — to jest temat, który powinien być dyskutowany przez specjalistów, od lekarzy po psychologów i specjalistów od polityki społecznej, w kontekście całego spektrum zdrowia rozrodczego ludzi. Zabieg aborcji to fragment tego spektrum. Fakt, że w ogóle dyskutujemy właśnie o tym zabiegu, w oderwaniu od całej reszty, wynika właśnie z faktu, że poruszamy się w ramach dyskursu narzuconego przez aktywizm antyaborcyjny.
I jeszcze żeby było jasne — żadni biskupi nie powinni być w tej debacie głównymi interesariuszami. Sam fakt posiadania fenotypowej płci kobiecej powinien, jak w przypadku każdego innego zabiegu medycznego, wyłącznie prawo do zabierania w niej głosu z punktu widzenia potencjalnej pacjentki, który jest ważny ale nie dominujący.
@kravietz 🦇 @@7 @nomadbynature @rogaty wieszcz @Mateusz @kuba "Temat powinien być dyskutowany przez specjalistów", " biskupi nie powinni być w tej debacie głównymi interesariuszami". No więc temat JEST dyskutowany przez specjalistów ale to NIE ONI tworzą prawo w Polsce tylko (aktualnie) politycy związani z biskupami, którzy SĄ głównymi interesariuszami i to pod ICH wpływem polityczny #katotaliban doprowadził do najbardziej restrykcyjnego prawa e Europie. Wynika z tego tyle, że wypowiadanie tzw. pobożnych życzeń kto powinien dyskutować i o czym, niczego nie zmienia, natomiast CI ,którzy mają władzę owszem zmieniają wszystko co chcą. I (jeszcze jeden ~cytat z Ciebie) tak , to właśnie aktywiści aktywizują ludzi do wywierania presji społecznej na polityków, żeby podejmowali różne zmiany prawa. Dla mnie aktywista = aktywny obywatel. Przeciwieństwo wdupisty, który w najlepszym wypadku rusza dupę co 4 lata z okazji wyborów, ale najczęściej nie rusza jej w ogóle.
@m0iga mam wrażenie. ze oburzasz się na słowo, które niczemu nie jest winne. I tak, dla mnie ruchy spółdzielcze szczególnie te organizujące się oddolnie to flagowa forma aktywizmu i to tego najbardziej pożytecznego. Wszelkiej maści garkuchnie dla biednych, WoŚP - to wszystko też jest aktywizmem właśnie. Choćby z faktu, że to faktyczna próba zmienienia czegoś, co uważamy, że źle działa, nie ważne czy w dużym - globalnym czy małym wręcz mikto-lokalnym zakresie. Wszelkiej maści telefony zaufania, karetka dla biednych jeżdżąca bodajże po warszawie - jak to nie jest aktywizm to co?
@m0iga wydaje mi się, że takie generalne disowanie aktywizmu jest niesprawiedliwie i niesłuszne. Aktywizm ma masę form i przejawów (ruch spółdzielczy, wszelkie prezykłądy nieposłuszeństwa obywatelskiego, weganizm, demonstracje za/przeciw, strajki...) Wrzucanie tego wszystkiego do jednego worka (w dodatku z etykietką sztandarowych "patologicznych" przykładów aktywizmu) jest równie sprawiedliwie co zrównywanie kogoś z lewicowymi poglądami z komunistą i każde członka partii konserwatywnej/narodowościowej z faszystą. Przykłady celowo wyolbrzymione i doprowadzone do absurdu.
Ale taką reakcją (według mnie oczywiście) legitymujesz to zawłaszczenie i je potwierdzasz. Szczególnie, że "aktywista" to nie jedyne takie słowo:
- kolaboracja/kolaborować - pierwotnie oznacza każdą formę współpracy. W mediach występuje, praktycznie wyłącznie jako epitet, szczególnie gdy mamy podkreślić czyjeś związki z władzą komunistyczną. Bo już w przypadku Solidarności się uczestniczyło / tworzyło / pomagało w...
- atencja pierwotnie oznaczała cieszenie się wielkim szacunkiem. Znaczenie związane z uwagą najpewniej przypałętało się z angielskiego a już szczególnie negatywne atencjusz.
- ideologia (ideolog) w mass mediach praktycznie wyłącznie obecna jest w negatywnie (wedle mówiącego) nacechowanych związkach. "Ideologia gender", "ideologia lgbt" ale już tradycja chrześcijańska / polska / narodowa...
Więc tak, słowa mogą nabierać negatywnego odbioru, zwłaszcza, jeżeli w mediach są używane w konkretnym znaczeniu będącym tylko wycinkiem pierwotnego znaczenia. Tylko zgadzanie się na to i nie używanie tych nazw tam gdzie poprawnie powinny być użyte prowadzi tylko do utrwalenia tego nowego znaczenia - język w końcu to materia żywa i zmieniająca się. Jak wszyscy wokoło na czarne zaczną mówić kolor to w końcu bkolor zacznie oznaczać czarne. A na "kolor" co zrobimy? Wymyślimy kolejne słowo licząc, że tym razem nie zostanie zawłaszczone?
rogaty gryzmoła
•Kuba Orlik
•rogaty gryzmoła
Sugerujesz, że pytanie nomadki nie było na poważnie? 😠
rogaty gryzmoła
•Na chłopski rozum, czyli to z czym się spotykamy jako obywatele, to jest to forma działalności, która:
1. ma na celu doprowadzenie do zmian (społecznych, gospodarczych etc)
2. jako środek przyjmuje wszelkie formy denerwujące ludzi, aby zwrócić na siebie uwagę
2a. opiera się na działaniu emocjonalnym i budzącym emocje
Jeśli tak, to równie dobrze można to robić zawodowo.
Kuba Orlik
•MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛 lubi to.
kravietz 🦇
•@rogatywieszcz @nomadbynature
rogaty gryzmoła
•P.S. Ja bym Cię Kubo aktywistą nie nazwał bo... nie wkurzasz :D.
Jestem otwarty na informacje i przewartościowanie, piszę z przymrużeniem oka cały czas.
@7
•Dla mnie aktywizm nieodmiennie łączy się mimo wszystko dosyć wyraźnymi akcjami sprzeciwu / nieposłuszeństwa obywatelskiego, wszelkiej akcji akcjami społecznymi (charytatywnym albo edukacyjnymi - ale organizowanymi aktywnie ze strony organizacji/osoby a nie tylko udostępnianiem materiałów do samoedukacji).
Jasne - być może nie jest w 100% zgodne z formalną definicją aktywizmu, bardziej jest to intuicyjne rozumienie dlaczego kogoś nazwę, kogoś innego nie nazwę aktywistą (społecznym, ekologicznym...)
I w 100% zgadzam się z tym co @kravietz napisał o skłonność aktywistów do "luźnego", "medialnego" i "emocjonalnego" podejścia do faktów i danych. Wiadomo znowu - ta generalizacja nie oznacza że WSZYSCY aktywiści i organizacje takie są, natomiast te które są zauważalne i słyszalne w przestrzeni publicznej często takimi metodami się posługują.
kravietz 🦇 lubi to.
kravietz 🦇udostępnił to.
kravietz 🦇
•@rogatywieszcz @Mateusz @kuba @nomadbynature
czerwiec
•rogaty gryzmoła
•kravietz 🦇
•Dlatego właśnie użyłem na początku przykładu Greenpeace, bo to jest dla mnie sztandarowy przykład aktywizmu, który odnosi skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego. Jeżeli podsumować dekady działalności Greenpeace to są oni w znacznej części współodpowiedzialni za to, że Niemcy faktycznie przeszły na węgiel jako główne źródło prądu - i to jest efekt netto ich działalności.
A wynika to właśnie ze skrzywienia ideologicznego i fanatyzmu, który kazał im nie tylko nawoływać do walki z globalnym ociepleniem dowolnymi środkami (co sugeruje nauka), tylko przy pomocy bardzo wybiórczo zalecanych metod, z częstym naginaniem rzeczywistości do swoich preferencji.
Żeby było sprawiedliwie to w sprawach środowiskowych istnieje na przykład także Polski Alarm Smogowy, który od początku (jeszcze jako “Krakowski…”) miał jeden cel: ograniczenie niskich emisji. Dowolnymi środkami, niezależnie od opcji politycznych. Ale akurat tam miałem okazję obserwować działalność KAS od środka (byłem jednym z współzałożycieli, dopóki nie wyjechałem do UK) i tam było 90% pracy merytorycznej, dyskusji z samorządami, raportów, monitoringu, opracowań itd itp i może 10% działalności PR czyli klasycznego aktywizmu (ulotki, marsze antysmogowe).
@kuba @Mateusz @nomadbynature @rogatywieszcz
@7
•Tutaj podałeś akurat negatywne przykłady, zresztą wyjątkowo agresywnie stosowane (i z wyjątkowo luźnym podejściem do wiedzy naukowej). Jednak czy aby na pewno rozkręcenie np. imby o problemie z środowiskiem było aż tak jednoznacznie złe biorąc pod uwagę, że jeszcze 20-10 lat temu procent ludzi którzy mieli na to wywalone po całości albo traktowało to jako absolutnie teoretyczne rozważania był wyraźnie większy - przynajmniej w moim otoczeniu?
@kuba @Mateusz @nomadbynature @rogatywieszcz
kravietz 🦇
•@kuba @Mateusz @nomadbynature @rogatywieszcz
@7
•ALE
wydaje mi się, że w przypadku spraw które są mało medialne, popularne, zauważalne, obecne w ogólnej dyskusji publicznej jest to jedna z metod na popularyzację tematu, wyciągnięcie go do "mainstremu" ze strefy - "ale kogo to obchodzi".
Zresztą, tak działa to nie tylko w przypadku aktywizmu - ostatnimi bardzo przykrymi przykładami były dwie tragedie na morzu i to jaką różnicę robiło nagłośnienie albo nie nagłośnienie tematu często prostackimi nagłowkami w mediach.
Szczególnie to jest chyba zauważalne w przypadku rzeczy które społecznie niewygodnie nam dostrzegać, wolelibyśmy ich nie widzieć, zamieść pod dywan.
@kuba @Mateusz @nomadbynature @rogatywieszcz
Arkadiusz Wieczorek
•MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛
MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛
kravietz 🦇
•@Mateusz @kuba @nomadbynature @rogatywieszcz @seachdamh
kravietz 🦇
•@Mateusz @kuba @nomadbynature @rogatywieszcz @seachdamh
rogaty gryzmoła
•Czyli jak wysnuć teorię spiskową z czegokolwiek :D
MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛
@7
•@rogatywieszcz @Mateusz @kuba @nomadbynature
@7
•@rogatywieszcz @Mateusz @kuba @nomadbynature
rogaty gryzmoła
•O, podpisuję się oboma ręcoma i jeszcze nogą.
@7
•Ale taką reakcją (według mnie oczywiście) legitymujesz to zawłaszczenie i je potwierdzasz. Szczególnie, że "aktywista" to nie jedyne takie słowo:
- kolaboracja/kolaborować - pierwotnie oznacza każdą formę współpracy. W mediach występuje, praktycznie wyłącznie jako epitet, szczególnie gdy mamy podkreślić czyjeś związki z władzą komunistyczną. Bo już w przypadku Solidarności się uczestniczyło / tworzyło / pomagało w...
- atencja pierwotnie oznaczała cieszenie się wielkim szacunkiem. Znaczenie związane z uwagą najpewniej przypałętało się z angielskiego a już szczególnie negatywne atencjusz.
- ideologia (ideolog) w mass mediach praktycznie wyłącznie obecna jest w negatywnie (wedle mówiącego) nacechowanych związkach. "Ideologia gender", "ideologia lgbt" ale już tradycja chrześcijańska / polska / narodowa...
Więc tak, słowa mogą nabierać negatywnego odbioru, zwłaszcza, jeżeli w mediach są używane w konkretnym znaczeniu będącym tylko wycinkiem pierwotnego znaczenia. Tylko zgadzanie się na to i nie używanie tych nazw tam gdzie poprawnie powinny być użyte prowadzi tylko do utrwalenia tego nowego znaczenia - język w końcu to materia żywa i zmieniająca się. Jak wszyscy wokoło na czarne zaczną mówić kolor to w końcu bkolor zacznie oznaczać czarne. A na "kolor" co zrobimy? Wymyślimy kolejne słowo licząc, że tym razem nie zostanie zawłaszczone?
@rogatywieszcz @Mateusz @kuba @nomadbynature
rogaty gryzmoła
•Można mnie już nie oznaczać w tym wątku pełnym frustracji i majuskuły. Nie uczestniczę.
kravietz 🦇 lubi to.