Przejdź do głównej zawartości

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Witajcie :)

Informujemy, że niebawem liczba osób korzystających z Naszej Chmury nch.pl przekroczy 1400!

Jesteśmy największą bezpłatną instancją Nextcloud w Polsce, a limit 15GB jest najwyższy w Europie!

Oznacza to również spore koszty utrzymania, które pokrywa fundacja @ftdl

Jeśli chcecie wesprzeć Naszą Chmurę i FTdL w jej działaniach, przygotowaliśmy dla Was zbiórkę środków na utrzymanie infrastruktury tutaj:

https://ftdl.pl/wsparcie-nasza-chmura-nch-pl/

Niespodzianka: wpłaty 50 zł i wyższe będziemy odwzajemniali zwiększeniem limitu Gigabajtów ❤️

#Nextcloud #WspieramNCHPL #WspieramFTdL

6 użytkowników udostępniło to dalej

to zostałem skuszony bonusem. ;)

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Najbardziej krytykowany projekt prawny w historii UE" -co dalej z kontrolą...


Najbardziej krytykowany projekt prawny w historii UE" -co dalej z kontrolą czatu?


#kontrolaczatu #inwigilacja #KE #eUE

W 2022 roku Komisja Europejska (KE) zaproponowała projekt rozporządzenia, mającego na celu walkę z pornografią dziecięcą i innymi rodzajami nadużyć seksualnych wobec nieletnich. I chociaż pozornie wydawało by się, że w propozycji, której przyświeca szczytny cel, nie ma nic niestosownego – diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Politycy – nie wnikając już, czy i na ile wykorzystując instrumentalnie delikatny temat jako pretekst do wprowadzenia masowej inwigilacji, a na ile mając dobre chęci i po prostu życzeniowo myśląc o technologii, zaproponowali prawnego bubla. [EDIT: pojawiły się nowe informacje w tej sprawie, a dziennikarskie śledztwo ujawniło nową sieć powiązań: https://netzpolitik.org/2023/anlasslose-massenueberwachung-recherchen-decken-netzwerk-der-chatkontrolle-lobby-auf/, https://writefreely.pl/didleth/h1-kontrola-czatu]. Projekt, który, wprawdzie górnolotnie, ale nie bezpodstawnie określa się mianem “najbardziej krytykowanym unijnym projektem prawa wszechczasów” (https://edri.org/our-work/most-criticised-eu-law-of-all-time/). Tymczasem, ignorując krytykę, KE popycha pomysł dalej, mając po swojej stronie rządy wielu państw europejskich, które nowymi możliwościami inwigilacji własnych obywateli nie pogardzą.

Z racji, że czekają nas jeszcze negocjacje trójstronne (między Radą UE, Komisją Europejską i Parlamentem Europejskim), Parlament i Rada UE chciały by przyjąć ostateczne stanowisko w ciągu najbliższych tygodni, by rozporządzenie zostało przyjęte przed eurowyborami (czerwiec 2024). Najbliższe głosowanie w tej sprawie miało odbyć się w tym tygodniu – zostało jednak odroczone, a prace nad aktem dalej trwają. (https://netzpolitik.org/2023/internes-protokoll-eu-staaten-wollen-chatkontrolle-in-zwei-wochen-beschliessen/, https://www.heise.de/news/Widerstand-aus-Deutschland-Abstimmung-im-EU-Rat-zur-Chatkontrolle-geplatzt-9310335.html, https://eupolicy.social/@khaleesicodes/111093057298247225)

A o co konkretnie chodzi? Regulacja, o której mowa, to COM/2022/209 – “Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiające przepisy mające na celu zapobieganie niegodziwemu traktowaniu dzieci w celach seksualnych i jego zwalczanie” (Regulation of the European Parliament and of the Council laying down rules to prevent and combat child sexual abuse), nazywane też “regulacją CSA”, “CSAR”, “propozycją CSAM” czy “kontrolą czatu” (https://eur-lex.europa.eu/legal-content/EN/TXT/?uri=COM%3A2022%3A209%3AFIN). Rozporządzenie nakłada szereg nowych obowiązków na dostawców usług hostingowych, sklepów z aplikacjami oraz komunikatorów, przy czym najwięcej kontrowersyjnych nakazów narzucono tym ostatnim. Zgodnie z propozycją Komisji (oraz późniejszymi poprawkami do projektu) dostawcy usług mieliby być zobowiązani do oceny ryzyka, skutecznej weryfikacji wieku użytkowników, skanowania wiadomości, w tym także obrazu i dźwięku (https://cyberdefence24.pl/polityka-i-prawo/kontrola-czatu-wiekszosc-krajow-ue-popiera-skanowanie-komunikacji-audio), pod kątem potencjalnych treści zawierających pornografię dziecięcą lub inne nadużycia wobec nieletnich (jak np. grooming – czyli nagabywanie w celu zdobycia zaufania i wykorzystania). Miałoby to dotyczyć zarówno już znanych, jak i nowych przypadków nadużyć, a zgromadzony w ten sposób materiał miałby być przesyłany do specjalnie utworzonego w tym celu ogólnounijnego centrum danych.

Teoretycznie dostawcy mieliby używać w tym celu narzędzi, które są bezpieczne, skuteczne, “wystarczająco niezawodne”, prześlą wyłącznie wspomniane wyżej materiały dot. molestowania, nie ingerując przy tym zbytnio w prywatność użytkowników. Pomysłodawcy niespecjalnie przejmują się faktem, że takie narzędzia zwyczajnie nie istnieją.

Nic więc dziwnego, że na projekt wylała się fala krytyki z niemal wszystkich stron. Zareagowali specjaliści z branży IT zwracając uwagę, że obecna technologia, włącznie z AI, w której tak pokładają nadzieje pomysłodawcy projektu, nie jest w stanie wiarygodnie wyselekcjonować przedstawień nadużyć wobec nieletnich spośród innych video, zdjęć czy tekstów. (https://www.heise.de/news/Chatkontrolle-EU-Kommission-vertraut-bei-Trefferquote-auf-Meta-und-Hollywood-7286503.html). Skanowanie szyfrowanej komunikacji natomiast wymagałoby pozostawienia backdorów (luk w zabezpieczeniach) umożliwiających i państwu (https://netzpolitik.org/2022/spionage-skandal-pegasus-abrechnung-mit-europa/), i cyberprzestępcom na monitorowanie użytkowników. Skanowanie treści po stronie użytkownika (tzw. client-side scanning) całkowicie zaprzeczyłoby idei szyfrowania (https://netzpolitik.org/2022/chatkontrolle-apple-macht-rueckzieher-beim-client-side-scanning/). Zareagowali zarówno obrońcy praw podstawowych argumentując, że proponowane rozporządzenie uderzyłoby w prawo do prywatności, jak i organizacje cyfrowego społeczeństwa obywatelskiego podnoszące, że możliwość szyfrowania jest tej prywatności gwarantem. Zagrożone byłyby też dane dot. zdrowia – komunikacja z lekarzami i przesyłanie im dokumentacji medycznej, zwłaszcza od czasów pandemii, czasami odbywa się za pośrednictwem e-porady (https://netzpolitik.org/2022/falscher-verdacht-gegen-vater-ein-fall-aus-den-usa-zeigt-die-gefahr-der-geplanten-chatkontrolle/). Swoje trzy grosze dołożyli ludzie związani z ochroną danych osobowych podkreślając, jak niebezpieczna także pod tym kątem jest propozycja KE – i to zarówno jeśli chodzi o samo zbieranie danych, jak i ich gromadzenie w centralnym rejestrze z szerokim do niego dostępem. Nie zabrakło tu uwag na styku ochrony danych i cyberbezpieczeństwa – “skuteczna weryfikacja wieku” sprowadzałaby się w wielu przypadkach do okazywania dokumentu tożsamości osobom, które bez wprowadzenia wspomnianej regulacji nie zostałyby do tego upoważnione, a lata przekonywania użytkowników, by chronili swoje dane i nie okazywali dokumentów byle komu, poszłyby na marne. Krytyka spadła też ze strony środowisk wolnego oprogramowania (https://szmer.info/post/225325), – spełnienie stawianych wymogów byłoby de facto niemożliwe ze strony jego programistów i wolontariuszy zarówno ze względu na czasochłonność, jak i zasadę niegromadzenia danych oraz zdecentralizowany charakter usług. Otwarty list do europosłów i członków Rady wystosowali badacze i naukowcy akademiccy (https://docs.google.com/document/d/13Aeex72MtFBjKhExRTooVMWN9TC-pbH-5LEaAbMF91Y/edit), pisząc o wadliwości technologii, podatności na ataki, negatywnych konsekwencjach osłabienia szyfrowania end-to-end i nieskuteczności proponowanych rozwiązań. Przedstawiciele organów ścigania wprost przyznali, że osoby wykorzystujące dzieci zazwyczaj korzystają z nieszyfrowanych form komunikacji, a główny problem w ściganiu przestępców stanowi brak zasobów (https://cyberdefence24.pl/prywatnosc/niemcy-nie-chca-kontroli-czatu-czy-ue-zrezygnuje-ze-skanowania-wiadomosci, https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/LIBE-CR-750050_EN.pdf). Środowiska feministyczne zgłosiły obawy dot. dyskryminacji, którą już teraz stosują algorytmy wykorzystujące sztuczną inteligencję ( https://feministtechpolicy.org/en/case-studies/csa-regulation/).

Grupy związane ze ściganiem przestępców seksualnych i pomocą ich nieletnim ofiarom podkreślały, że ich głównym problemem nie jest prawo do prywatności i szyfrowana komunikacja, a brak ludzi i odpowiedniego dofinansowania. I że zarzucenie organów ścigania masą błędnych wskazań sprawi, iż na badanie realnych przestępstw wobec dzieci będzie jeszcze mniej czasu i środków. Inni zauważali, że fala fałszywych zgłoszeń może doprowadzić nie tylko do naruszenia prywatności, ale wysuwania fałszywych oskarżeń wobec niewinnych osób (https://www.heise.de/news/Chatkontrolle-EU-Kommission-vertraut-bei-Trefferquote-auf-Meta-und-Hollywood-7286503.html), a policja, zamiast ścigać pedofilów, będzie analizować komunikację młodo wyglądających dorosłych czy oglądać intymne zdjęcia wysyłane sobie wzajemnie przez nastolatki (kwestie związane z sekstingiem między nastolatkami to inny problem, niż pedofilia). Projekt skrytykowali także politycy różnych opcji, unijni eksperci, prawnicy (https://cdn.netzpolitik.org/wp-upload/2023/05/2023-04-26_Council_Legal-Service_CSAR_8787_Agence-Europe.pdf, https://cyberdefence24.pl/prywatnosc/kontrola-czatu-o-tym-ze-jest-nielegalna-mowia-nawet-unijni-prawnicy) i 2 komisje Parlamentu Europejskiego (PE) (https://szmer.info/post/307984).

Obszerną analizę problemu (podobne pomysły pojawiły się bowiem w W. Brytanii w postaci Online Safety Bill i w USA w postaci Kids Online Safety Act) przedstawili też bezpośrednio zainteresowani, czyli obrońcy praw dziecka (https://netzpolitik.org/2022/crypto-wars-gesetzesvorhaben-in-eu-uk-und-den-usa-gefaehrden-verschluesselung/, https://szmer.info/post/257940). Działacze Międzynarodowej Sieci na rzecz Praw Dziecka (CRIN – Child Rights International Network) i brytyjskiej organizacji zajmującą się ochroną dzieci Defend Digital Me zapoznali się z fachową literaturą oraz porozmawiali z przedstawicielami różnych grup i organizacji. Wśród rozmówców znalazły się ofiary przemocy seksualnej wobec dzieci, eksperci zajmujący się ochroną danych, ochroną nieletnich, prawami podstawowymi czy technologią – w tym osoby powiązane z Internet Watch Foundation, korporacją Meta (do której należy Facebook, Instagram czy Whats'App) oraz EFF (Electronic Frontier Foundation). Wyniki opublikowano w ponad stustronicowym raporcie (https://home.crin.org/readlistenwatch/stories/privacy-and-protection), dokładnie analizującym zagadnienie. Dokument podkreśla, jak ważną rolę pełni szyfrowana komunikacja w życiu dzieci – pozwala im zachować prywatność, a tym samym rozwijać osobowość i budować zaufanie w relacjach z rodzicami czy nauczycielami – co zwiększa prawdopodobieństwo, że dzieci zwrócą się do nich po pomoc w momencie, gdy będą jej potrzebować. Raport ostrzega przed techsolutionizmem. Zwraca także uwagę, że proponowane rozwiązania mogłyby zostać wykorzystanie w krajach mniej demokratycznych do represji wobec przeciwników politycznych czy mniejszości seksualnych. Krytyka nie ominęła pomysłu stworzenia unijnego centrum, do którego miałyby trafiać podejrzane materiały – byłyby tam przeglądane i klasyfikowane przez ludzkich pracowników, co dodatkowo narusza prywatność nieletnich i znacznie zwiększa liczbę osób mających dostęp do wspomnianych materiałów (https://szmer.info/post/257940).

Autorzy raportu podkreślają, że lepszym sposobem na walkę z wykorzystywaniem nieletnich jest profilaktyka, edukacja i stosowanie “mechanizmów sprawozdawczych” – czyli stworzenie narzędzi, które umożliwiłyby proste zgłaszanie niepokojących treści. Jednocześnie równie ważna jest szybka reakcja na to zgłoszenie – i to ten aspekt stanowi spory problem. Zgłaszający muszą bowiem czekać na reakcję nieraz kilka tygodni. Tymczasem ochrona dzieci “wymaga ludzkiego zaufania, wymiany wiedzy i stabilnej infrastruktury”, a tym samym współdziałania różnych podmiotów. Którym – jak zauważają osoby pomagające dzieciom – brakuje nie chęci, lecz środków (https://szmer.info/post/257940).

W powyższych stanowiskach przebija się krytyka techsolutionizmu – czyli założenia, zgodnie z którym nie musimy już rozwiązywać problemów społecznych, bo rozwiąże ja za nas technologia. I w efekcie ignorowania faktu, że takie podejście nie tylko problemów nie rozwiązuje, ale wręcz je pogłębia. Gdyby politycy środki włożone w prace nad inwigilacją przeznaczyli na realną pomoc dzieciom, wszystkim wyszłoby to na dobre.

Finalnie 87 różnych organizacji podpisało się pod otwartym listem wzywającym rządy państw, aby nie zgodziły się na propozycję Komisji. https://eupolicy.social/@edri/111085222410118081, a w Niemczech protesty przeniosły się także na ulicę (https://netzpolitik.org/2022/protest-so-war-die-erste-demo-gegen-die-chatkontrolle/).

W ramach grupy roboczej Rady ds. egzekwowania prawa trwają rozmowy między przedstawicielami państw. Różne zastrzeżenia wobec projektu, domagając się czy to poszanowania praw podstawowych, czy to ograniczenia zakresu inwigilacji, zgłosiło 8 państw, w tym Polska. (https://netzpolitik.org/2023/internes-protokoll-eu-staaten-starten-endspurt-zur-chatkontrolle/). Kolejną, wciąż mocno naruszającą prywatność użytkowników wersję rozporządzenia zaproponowała Hiszpania, pełniąca prezydencję Europy. Wykreśliła zaproponowane przez Szwecję (poprzednia prezydencja) zapisy, że regulacja nie powinna zawierać ogólnych obowiązków dot. nadzoru oraz środków mających na celu obejście szyfrowania end-to-end. Podczas ostatniej rundy negocjacji (lipiec 2023) poza Polską, wątpliwości zgłosiły także Niemcy, Niderlandy, Austria, Luksemburg, Szwecja i Estonia. Sprzeciwiając się tym samym 9 innym państwom, w tym Hiszpanii, Włochom, Rumunii i Czechom. (https://netzpolitik.org/2023/internes-protokoll-eu-staaten-starten-endspurt-zur-chatkontrolle/). Polska zgłosiła wiele poprawek do tekstu. Podniosła, że inwigilacja osób, które nie są o nic podejrzane, byłaby ingerencją nieproporcjonalną do zagrożenia – stosowane środki powinny być ograniczone do osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa. Przedstawioną propozycję nazwała “czerwoną linią” (https://writefreely.pl/didleth/polska-wobec-kontroli-czatu, https://netzpolitik.org/2023/internes-protokoll-eu-staaten-starten-endspurt-zur-chatkontrolle/) – wygląda na to, że zakres ingerencji i inwigilacji proponowany przez KE jest nadmierny nawet dla państwa znanego ze stosowania Pegasusa wobec opozycji czy braku kontroli nad służbami. Jest szansa, że – mimo iż większość państw opowiada się za masową inwigilacją – projekt i tak upadnie. UE ma bowiem mechanizm mniejszości blokującej. Jeśli minimum 4 kraje, w których mieszka 35% ludności UE (https://op.europa.eu/webpub/com/abc-of-eu-law/pl/) nie zagłosują za kontrolą czatu, propozycja nie przejdzie. A wyraźny opór wobec pomysłu Komisji, poza Polską, płynie też ze strony Niemiec, Niderlandów, Szwecji i Austrii (https://netzpolitik.org/2023/internes-protokoll-eu-staaten-starten-endspurt-zur-chatkontrolle/). Wciąż nie wiadomo jednak, jakie będzie ostateczne stanowisko poszczególnych państw. Mówi się też o innym scenariuszu: artykuły 7-11 miałyby zostać oddzielone od reszty projektu i omawiane osobno. W praktyce oznacza to, że najbardziej kontrowersyjny element – tj. skanowanie prywatnej komunikacji byłby omawiany oddzielnie, ale pozostałe przepisy, jak wymóg oceny ryzyka przez dostawców sklepów z aplikacjami czy konieczność skutecznej weryfikacji wieku mogłyby zostać przeforsowane. (https://www.heise.de/news/Widerstand-aus-Deutschland-Abstimmung-im-EU-Rat-zur-Chatkontrolle-geplatzt-9310335.html, https://eur-lex.europa.eu/legal-content/EN/TXT/?uri=COM%3A2022%3A209%3AFIN .

28 września ministrowie zgromadzeni w Radzie mieli zamiar podjąć ostateczną decyzję (https://netzpolitik.org/2023/internes-protokoll-eu-staaten-starten-endspurt-zur-chatkontrolle/)". Ale – jak donosi portal heise.de powołując się na niemieckie źródła rządowe – głosowanie zostało przełożone. Ma to być skutek protestów społeczeństwa obywatelskiego i dążeń sprzeciwiających się regulacji państw (https://netzpolitik.org/2023/verschiebung-im-rat-zeitplan-fuer-chatkontrolle-ist-vorerst-geplatzt/, https://www.heise.de/news/Widerstand-aus-Deutschland-Abstimmung-im-EU-Rat-zur-Chatkontrolle-geplatzt-9310335.html). Jaki będzie finał? Nie wiadomo. Zwolennicy masowej inwigilacji nie zamierzają odpuścić, na szczęście jej przeciwnicy – także.

Zbiór aktów prawnych (zebrane przez EDRI) https://edri.org/our-work/csa-regulation-document-pool/

Stanowiska specjalistów i organizacji zgłaszających sprzeciw wobec kontroli czatu: https://edri.org/our-work/most-criticised-eu-law-of-all-time/

Chatkontrolle zagrożeniem dla otwartego oprogramowania


Powszechnie wiadomo, że kontrola chatów stanowi zagrożenie dla praw podstawowych, w tym naszej prywatności, ale nie dyskutowano jeszcze o tym, jakie zagrożenie niesie ona dla otwartego oprogramowania.

Trwa obecnie gorąca dyskusja nad planami Komisji Europejskiej i - w Niemczech - tamtejszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych dotyczącymi wprowadzenia masowej inwigilacji obywateli bez wcześniejszego ostrzeżenia. Debata publiczna skupia się przede wszystkim na skutkach tzw. "kontroli czatu" dla szyfrowanej komunikacji, ochrony danych i prywatności nas wszystkich.

Nie wspomina się natomiast o negatywnych konsekwencjach takiej inwigilacji dla programistów czy dostawców aplikacji. Konsekwencje te byłyby odczuwalne zwłaszcza w środowisku open source. W przeciwieństwie do DMA, które reguluje głównie sklepy z aplikacjami należące do wielkich koncernów, nowe rozporządzenie Komisji UE dotyczyć będzie wszystkich sklepów z aplikacjami, niezależnie od ich wielkości i zasobów finansowych.
Widać to na przykładzie planowanej weryfikacji wieku - według planów komisji sklepy z aplikacjami muszą ocenić ryzyko kontaktu z dziećmi oddzielnie dla każdej aplikacji. Dostawcy oprogramowania także mają pomagać w tej ocenie, o ile przygotowali własną ocenę ryzyka. W praktyce dzieci poniżej pewnego wieku mają mieć zakaz korzystania z niektórych aplikacji - co w praktyce oznacza wymóg weryfikacji wieku i może prowadzić do żądania danych biometrycznych, których gromadzenie i przetwarzanie jest zabronione.

Ale problem sięga głębiej - od tej pory sklepy z aplikacjami będą musiały poddawać każdą oferowaną przez siebie aplikację wcześniejszym testom. Także te, które do tej pory umożliwiały anonimowe pobieranie oprogramowania, musiałyby zaimplementować odpowiednie uwierzytelnienia uniemożliwiające dzieciom pobranie aplikacji.

Dobrze widać to na przykładzie dystrybucji Arch Linux (ale problem dotyczy także innych dystrybucji Linuxa), która z zasady stara się gromadzić jak najmniej danych o swoich użytkownikach. Zarówno samą dystrybucję, jak i pakiety można pobrać z dużej liczby mirrorów. Same mirrory natomiast podzielone są na tiery: Tier 0 zawiera pakiety oprogramowania stworzone bezpośrednio przez zespół Archa, Tier 1 to kopie itd. Taka decentralizacja uniemożliwia deweloperom gromadzenie danych o użytkownikach w jakiejś centralnej lokalizacji. W przypadku pakietów oprogramowania sprawa wygląda podobnie. Wprowadzenie weryfikacji wieku wymagałoby całkowitej centralizacji struktury. A jednocześnie, w związku z tym, że deweloperzy określają źródła wszystkich pakietów oprogramowania (repozytoria Git), każdy użytkownik i tak może pobrać kod niezależnie i samodzielnie "zmontować" aplikację. To właśnie możliwość niezależnej kompilacji programów jest głównym warunkiem przejrzystości otwartego oprogramowania - teraz, przez konieczność weryfikacji wieku i dostawcy, może być zagrożona.
Wreszcie, co nie mniej ważne, scentralizowane gromadzenie danych o użytkownikach wymagałoby znacznie większego wysiłku w zakresie środków ochrony danych. Ale sama społeczność open-source nie jest w stanie tego zapewnić - powiedział netzpolitik.org Levente Polyák, szef projektu Arch Linux i jego zespołu ds. bezpieczeństwa. Podkreślił, że konieczna byłaby późniejsza analiza ok 13700 obecnie funkcjonujących pakietów oprogramowania oraz każdego kolejnego pakietu w przyszłości, co stanowi ogromny dodatkowy wysiłek dla programistów-wolontariuszy

2 użytkowników udostępniło to dalej


MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


https://prospect.org/power/2023-09-21-amazons-185-billion-pay-to-play-system/
That's pretty officially the enshitification of everything. @pluralistic

Cory Doctorowudostępnił to.

I work for a supplier with a small account on amazon, the charge back billing to us is insane, way in excess of all other customers.

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Do read this new investigatory piece on the web of money, AI companies, and shadowy “foundations” bankrolling the EU anti-encryption proposals. TL;DR this is the terrifying thing you get when you combine law enforcement, money and AI. https://balkaninsight.com/2023/09/25/who-benefits-inside-the-eus-fight-over-scanning-for-child-sex-content/

3 użytkowników udostępniło to dalej



@szczur #ZawiedzionyPolską Tak widziałem.
Co myślę ? Jeżeli ktoś śledził/interesuje się na bieżąco tym co się dzieje na granicy to nic w tym filmie nie będzie zaskoczeniem. Ale oczywiście jest różnica między między tekstami, reportażami sączonymi powoli przez miesiące a taką porcją tego wszystkiego zebraną na raz przez 2.5 godziny i na wielkim ekranie.
Nawet wiedząc, że przedstawione na filmie zdarzenia w rzeczywistości były/są często bardziej drastyczne to i tak wg mnie dobrze, że ten film powstał i że powstał teraz a nie np za dziesięć lat.
To mamy takie samo zdanie, cieszę się. Ale mam jeszcze jedno pytanie. Czy uważasz, że służby mundurowe zostały potraktowane w tym filmie w jakikolwiek sposób nieuczciwie?

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


The GitHub repo for PeerTuber, the upcoming opensource mobile app for #PeerTube is now live. There's still a bit of housekeeping to do, but this is where you'll find the project: https://github.com/PeerTuber/PeerTuber

#vidiverse #fediverse #foss #ios #android

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Czy jak macie do wyboru korzystanie z dedykowanej aplikacji, na przykład Mastodon bądź też przez przeglądarkę, to jak korzystacie?

Pytanie nie dotyczy jedynie Mastodona, ale ogólnego trendu. :)

Kierunkowy74udostępnił to.

ha właśnie dzisiaj odpaliłem PWA Mastodona z ciekawości - do tej pory używałem Metatext na iOS i web na desktopie. chyba póki co wrócę do Metatext bo webowy UI mobilny jest straszny 🙃
a ogólnie na mobile zwykle natywne, desktop staram się web bo mam mały dysk 😬

m0biudostępnił to.


Wczorajsze testy terenowe monokularu 20-60x60mm K&F CONCEPT.
Na stabilnym statywie daje radę nawet przy maksymalnym powiększeniu.
Będzie służyć na wycieczki jako lżejszy zamiennik lornetki. Zakres powiększeń w sam raz do obserwacji księżyca:

Na pierwszym planie monokular na statywie z przypiętym smartfonem. Na ekranie smartfona duży obraz księżyca, widoczne kratery. W oddali na niebie ksieżyc.

Księżyc w dużym powiększeniu. Na granicy światła i cienia widoczne kratery

#optyczne #monokular #astrofotografia #testy
Czy uchwyt do telefonu do takich sprzętów to jest jakiś standard w wyposażeniu, czy trzeba się nagimnastykować, żeby zrobić coś sensownego j stabilnego?
@Zbych Ten monokular akurat miał w komplecie uchwyt. Wprawdzie trochę się trzeba namęczyć, żeby wycentrować obiektyw aparatu nad okularem ale jak na taki "bonusowy" dodatek to trudno narzekać. Nie ma żadnych luzów a to najważniejsze. Mam już jeden taki uchwyt, który kupiłem kiedyś do teleskopu i on ma precyzyjne przekładnie do przesuwanie telefonu śrubami w 3-ch osiach ale przez to jest wielki i nieporęczny w noszeniu.
Ten wpis został zedytowany (3 lata temu)

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Czym są licencje Creative Commons?


Zobacz więcej materiałów edukacyjnych o prawie autorskim na http://otwartawiedza.pl/
Licencje Creative Commons to proste narzędzie, ułatwiające dzielenia się swoją twórczością i zarządzanie prawami autorskimi. Oznaczając utwór jedną z licencji, zachowujesz swoje prawa osobiste i określasz, w jaki sposób, będzie można z niego korzystać.

Film powstał w ramach projektu Spółdzielnia "Wiedza", wyrastającego z doświadczenia Centrum Cyfrowego Projekt: Polska zgromadzonego podczas licznych szkoleń dla organizacji pozarządowych i instytucji kultury, a dotyczących prawa autorskiego, tzw. otwartych zasobów i wolnych licencji.
Projekt to działania edukacyjne dla liderów NGO z całej Polski, w ramach którego zachęcamy uczestników do świadomego, legalnego korzystania z treści dostępnych w internecie oraz do dzielenia się wiedzą i twórczością własnej organizacji z pomocą licencji Creative Commons. Realizujemy również kampanię informacyjną, mająca na celu zaangażowanie III sektora do aktywności na rzecz udostępniania zasobów edukacyjnych tworzonych ze środków publicznych.

Więcej na: otwartawiedza.pl

Zaimportowane z:
Ten wpis został zedytowany (3 lata temu)

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Startujemy z projektem serwisu generującego napisy do materiałów wideo na podstawie ich ścieżki audio w języku polskim.

Pliki SRT i TXT z wgranego materiału lub udostępnionego adresu url.

Chcemy zakończyć problem braku napisów dla osób niedosłyszących czy niesłyszących.

Oprogramowanie już działa, potrzebujemy zakupić sprzęt z koprocesorem CUDA by wystartować z nową usługą. Potrzebujemy 7500zł.

Więcej na naszej zrzutce, gdzie zbieramy środki:
https://zrzutka.pl/z/generatornapisowplzaudioiwideo

Prosimy o rozpropagowanie tej zrzutki, to nasza pierwsza :)

Również bardzo prosimy o ewentualne wpłaty, jeśli uważacie że pomysł jest dobry i warto nas wesprzeć ❤️
@naleśnik @Michał Stankiewicz :verified: @Fundacja Technologie dla Ludzi
W sumie jako fundator dołączam się do pytania ale bardziej konkretnie:
Ostatni wpis na zrzutce (11 października 2023) kończy się "Aktualna wysokość będzie w stanie pokryć koszt zakupu serwera do którego będziemy mogli włożyć GPU, więc część założenia celu mamy osiągnięty."
To zostało w końcu coś zakupione na potrzeby tego projektu czy nie ?

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


We love freedom 3, the freedom to distribute copies of your modified versions to others. Boost this post to share the message with others! Read about the four freedoms of #FreeSoftware: https://u.fsf.org/2cj
Image of laptop with heart eyes that says, "I love free software" at the bottom and "It's free as in freedom: learn more at www.fsf.org/about/what-is-free-software"

Kam.a ⚓udostępnił to.



MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Jak mawiał inny przewodniczący, niech rozkwitnie 1000 kwiatów. Potem 990 się zetnie. Czy wszystkie sto obietnic zostanie spełnione? Uważni czytelnicy – zwłaszcza ci, którzy odrobinę się orientują w sprawach państwa i polityki – żywić będą nadzieję, ż…

2 użytkowników udostępniło to dalej


MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Publiczne narzędzie do badania tempa połączeń z Twittera pokazuje, że dalej sabotują linki do konkurencji


Ładowanie linków do Bluesky, Facebooka, Instagrama i Substack zajmuje dłużej, niż do innych stron. Zbudowaliśmy narzędzie, które pozwala ci sprawdzić dowolną domenę.

Co ciekawe linki do mastodon.social nie są w tej chwili spowalniane.

Ze zbliżonych kwestii; Twitter został ostatnio przyłapany na celowym zaniżaniu zasięgów linków do New York Timesa, obniżając go nawet o 75%.
Ten wpis został zedytowany (3 lata temu)

m0biudostępnił to.



MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


PiS zdewastowało w zasadzie wszystkie obszary naszego państwa. W tym totalnym niszczeniu Polski istniała jedna szczelina, przez którą wpadał promyk nadziei. Była nią polityka wobec Ukrainy, a także ostatnie próby naprawienia macierewiczowskiej neutralizacji naszej armii. Obserwujemy właśnie, jak polska polityka wobec Ukrainy obraca się w zgliszcza. W czasie wojny zaczynamy wojnę handlową z Ukraińcami. My im nałożymy embargo na zboże, oni zakażą wwozu naszych jabłek i ogórków.


Polscy politycy prawicy ględzili coś kiedyś o Międzymorzu – o obszarze, na którym Polska mogłaby odgrywać jakąś szczególną rolę. Aby o czymś takim myśleć (pomijając już wątpliwą wartość tych intermaryjnych bajdurzeń), trzeba mieć wizję realizacji długofalowych interesów całej grupy, nawet gdyby doraźnie opłacało się postąpić inaczej. Aby zyskać znaczenie wykraczające poza własną miedzę, trzeba umieć stworzyć podstawy wspólnoty politycznej zgodnej co do zasadniczych kierunków państwa. Trzeba dysponować zarówno siłą militarną, którą można wspierać innych, jak i siłą własnej atrakcyjnej kultury. Trzeba być zdolnym do zaciągania zobowiązań międzynarodowych i do ich respektowania, do sprawnej, kompetentnej i uczciwej dyplomacji. Z tego wszystkiego dzisiejsza Polska nie ma nic, same atrapy.

Jedynym elementem polityki PiS-u, który można by uznać za próbę budowania geopolitycznych fundamentów naszej pozycji w świecie oraz umacniania systemu bezpieczeństwa, była polityka wobec Ukrainy: ogromne wsparcie wysiłku ukraińskiego, ale także wsparcie humanitarne, przyjęcie uchodźców, stworzenie odpowiednich ram prawnych ich pobytu, lobbowanie za sprawą ukraińską na całym świecie, w tym przez aktywne zaangażowanie prezydenta Dudy. Wspierając Ukrainę, prezydent Duda odnajdywał jakąś drogę do historii, inną niż ta znaczona niszczeniem sądów.

To wszystko się załamało, gdy zaistniała sprzeczność interesów. Historia ze zbożem mogła się potoczyć inaczej. PiS jednak, dewastując swoje państwo oraz więzi międzynarodowe, pozbawiło się możliwości działania. Dlatego w przemówieniu prezydenta Zełenskiego podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ padły słowa o przyjaciołach gotujących grunt dla Putina (tak, to było o nas), a spotkanie Dudy z Zełenskim wypadło z kalendarza.

W ten sposób z punktu widzenia geopolityki marnujemy bardzo wiele. W znakomitej rozmowie na kanale Historia realna Piotr Zychowicz i Marek Budzisz pokazują, że ukraińska opcja zachodnia nie jest dana raz na zawsze. W przyszłości mogą (choć to brzmi dziś niewiarygodnie) pojawić się inne opcje, jeśli Zachód (do którego należy nasz kraj wczesnego popołudnia, czyli Polska) Ukrainę zawiedzie. A Ukraina jest fundamentem bezpiecznej przyszłości Europy.

Wojna zbożowo-ogórkowa zakończy się tragiczne dla nas wszystkich. Rzecznik PiS-u, pan Bochenek, zakłada, że rząd PiS-u nie przedłuży wygasających świadczeń socjalnych dla ukraińskich uchodźców, czyli znowu dzielnie się zemści za wszystko na matkach i dzieciach. Minister obrony w kampanii wyborczej ujawnia plany wojskowe (czemu nie przetłumaczono ich od razu na rosyjski? Macierewicz zna przecież odpowiednich tłumaczy, mógłby pomóc Błaszczakowi).

PiS-owcom grzebiącym właśnie przyszłość naszego regionu radziłbym obejrzeć ostatnią scenę filmu „Ogniem i Mieczem”. Narrator objaśnia w niej skutki konfliktu polsko-ukraińskiego. Prognoza ta nie traci nic na aktualności. Ale 15 października możemy w Polsce odwrócić bieg historii.

PS Ambasador ukraiński został wezwany do polskiego MSZ, bo Polska sprzeciwia się wypowiedzi prezydenta Zełenskiego na temat naszej pozornej solidarności i faktycznego działania na rzecz Putina. Jakże pięknie Putin osiąga swoje cele! Nie udało się nas skłócić Wołyniem czy Lwowem, to uda się zbożem. Premier Morawiecki próbuje sprowadzić ten konflikt do zachłanności oligarchów. To zabieg odczłowieczania ukraińskich rolników, abyśmy łatwiej się pogodzili ze zmianą wektorów polityki. Mój opisany dwa felietony temu towarzysz z pociągu nie jest oligarchą, ale ciężko pracującym przedsiębiorcą, którego Morawiecki i jego zleceniodawca Kaczyński wpędzają w bankructwo. Opamiętajmy się. Zamiast wzywać ambasadorów, siądźmy z Unią i Ukrainą do stołu. Nie tańczmy do muzyki, którą nam wszystkim: i Polakom, i Ukraińcom, gra Putin.

PS 2 Morawiecki ostrzegł Ukrainę przed dalszą eskalacją konfliktu. Chce utrzymać władzę za cenę hańby. Władzy nie utrzyma. Hańba pozostanie.
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

4 użytkowników udostępniło to dalej


MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Last week, 🇪🇺 Commission President stated that "the trick is to build public digital infrastructure, that is interoperable, open to all and trusted"
What exactly does this mean? What about the role of #FreeSoftware?

https://fsfe.org/news/2023/news-20230920-01.html

#SoftwareFreedom
Map of the world interconnected

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


almost everyone in Europe is breathing toxic air

📌 98% of Europeans breathing highly damaging polluted air linked to 400,000 deaths a year

📌The worst hit country in Europe is North Macedonia.

📌 Eastern Europe is significantly worse than western Europe, apart from Italy 🇮🇹, where more than a third of those living in the Po valley and surrounding areas in the north of the country breath air that is four times the WHO figure for the most dangerous airborne particulates.

https://www.theguardian.com/environment/2023/sep/20/revealed-almost-everyone-in-europe-breathing-toxic-air

3 użytkowników udostępniło to dalej


MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Run Linux, post on the fediverse, and care about accessibility?

You need Frog.

https://github.com/TenderOwl/Frog#readme

Frog extracts text from images.

Use it to copy and paste the text in images into your image descriptions and help make the fediverse more inclusive.

#frog #ocr #altText #accessibility #a11y #linux #fediverse

3 użytkowników udostępniło to dalej

I find https://github.com/dynobo/normcap even easier to use. We have it baked into our TROMjaro linux. Super useful!

Aral Balkanudostępnił to.

@tio Looks very neat; thanks :)
@Tio

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


I kolejny raz chłopcy radarowcy się wykazali: kordon silnych facetów wepchnął do radiowozu kobietę. Jedną kobietę. To nic, że wszyscy dookoła krzyczeli, że pani ma immunitet i zasiada w ławach poselskich. W naszym kraju posłanka to nie poseł, posłanka opozycji to nie człowiek, ale istota drugiej kategorii. Systemowa nienawiść polega właśnie na tym, że deprecjonowaną osobę pozbawia się podstawowych praw. A w Polsce kobiety wielu praw już nie mają. Pytanie, co przyniesie nam przyszłość. Na horyzoncie już majaczy Fundacja Patriarchat.


Dziarska policja, paru na jedną, wciągnęła do radiowozu posłankę Kingę Gajecką. Mundurowi ponoć nie słyszeli, jak sama posłanka i jej kolega poseł mówili, a cały tłum skandował, że pani Gajecka jest posłanką. Cóż, może od czasu, kiedy ich naczelnik zabawiał się granatnikiem i sobie p*****ł, wszyscy w komendzie pogłuchli.

Dziarscy, dobrze ubrani panowie mieli konwencję założycielską Fundacji Patriarchat. Zgodnie z nazwą zaprezentowane podczas spotkania poglądy były patriarchalne. Ożyła mianowicie myśl lotna, że kobieta jest „częścią dobytku”, a prawa wyborcze dla pań są mocno nie na miejscu, zwłaszcza że panie korzystają z praw i czynnych, i biernych.

Co te dwa wydarzenia mają ze sobą wspólnego? Otóż wiele. Rządy PiS-u oparte są nie tylko na generowaniu wroga, na polaryzacji społeczeństwa, na wskazywaniu „złego”: wykształciuchów, uchodźców, różnego rodzaju rzekomych „ideologii”. Rządy PiS-u oparte są na systemowej nienawiści i deprecjacji kobiet. To za ich kadencji kobiety zostały pozbawione prawa do aborcji i do in vitro, porody w Polsce przypominają czasy XIX wieku, kiedy znieczulenie czy cesarskie cięcie nie istniało, edukacja seksualna jest tabu, a NGO-sy i fundacje wspierające kobiety utraciły dotacje rządowe. Zwłaszcza ośrodki, które – jak Centrum Praw Kobiet – pomagają kobietom dotkniętym przemocą domową, nie mają szans na jakiekolwiek dofinansowanie, choćby z ministerstwa sprawiedliwości. Nawet koła gospodyń wiejskich w stosunku do kół łowczych dostają dotacje wielokrotnie mniejsze – nie licząc oczywiście jednorazowej kiełbasy wyborczej w postaci maszyn do lodów i gofrownic.

W małym, zaściankowym świecie PiS-u kobieta jest rzeczą, robotem kuchennym, sex-laleczką, inkubatorem, domową niewolnicą. Protesty kobiet, które tak przeraziły Jarosława Kaczyńskiego, że ani razu nie pojawił się nawet w oknie swojego domu, ujawniły prawdę przerażającą dla partii mizoginów: kobiety mają głos, mają prawa i nie zamierzają ich tracić.

Trwająca jednak od lat systemowa nienawiść robi swoje. Policja jest całkowicie upartyjniona: jeśli nie wycina konfetti i nie sprząta po granatniku swojego szefa, to na*****la na kobiety. Kaczyński chciał protesty kobiet pacyfikować wojskiem. Nie zrobił tego, za to w szeregach policji stało się jasne, ze można liczyć na pełne wsparcie w każdym przemocowym działaniu przeciw kobietom. Złamana ręka aktywistki przeraża do dzisiaj. Wywożenie protestujących dziewczyn do komisariatów w innych miastach nadal zadziwia. Nastolatki wciągnięte do policyjnego samochodu, a potem wyrzucone tuż po wypadku w lesie pewnie do końca życia będą w traumie. Do tego już w szkole dziewczynki słyszą, że są za grube, co czyni je niedobrymi dziewczynkami, lub są za zgrabne i mają źle dobrane spódniczki, przez co rozpraszają kolegów. Na liście tak zwanego ministra edukacji znajduje się wiele lektur, ale żadna nie jest feministyczna ani antyprzemocowa. Dzieci w szkole nie uczy się szacunku do drugiego człowieka jako podmiotu, nie uczy się feministycznych wartości. O gender i LGBTQ+ w szkołach się milczy.

To oblicze systemowej nienawiści do kobiet ma jeszcze wiele aspektów, wiele odsłon. Jedną z nich jest Fundacja Patriarchat, założona w kampanii wyborczej, z panami politykami w tle. Konfederacja, rzecz jasna, na konwencji założycielskiej brylowała. Oczywiście był i nestor szowinizmu w Polsce, człowiek wielkiej pogardy i nienawiści, zasypiający w poselskich ławach i od lat rozsiewający poglądy zahukanego dzieciaka ze szkoły podstawowej, który na innych pokazuje łapką i krzyczy: „głupi”, „głupi”, „głupi”. I ten pan amator bicia dzieci i trzymania żony krótko miał tam co nieco do powiedzenia. Media obiegły szowinistyczne słowa – i jak zawsze nic. W naszym kraju, gdzie systemowa nienawiść wobec kobiet została wykreowana przez rządzących, panowie z Fundacji Patriarchat mogą wszystko. Jeśli zaczną postulować uznanie gwałtu za działanie legalne, pewnie też nikt nic nie zrobi. Prokuratura wszak jest w rękach PiS-u.

Posłanki się zatrzymuje, strzela w nie gazem, bo przecież nie wiadomo na pewno, czy to posłanki. Kobiety się pałuje, zamyka za protesty, zatrzymuje na policji gdy pójdą do ginekologa albo zadzwonią do swojego lekarza i poproszą o pomoc. Systemowa nienawiść do kobiet zbiera żniwo. A my co? Mamy wybory. Młode kobiety nie są zainteresowane wyborami, wiele osób ciągle powtarza, że to nic nie zmieni. Jasne, nic się nie zmieni, dopóki będziemy siedzieć w domu i kiwać ze smutkiem głową. Zmienić się może wiele, jeżeli z tego, co się dzieje, wyciągniemy wnioski.

To już czas! Idźmy na wybory! Głosujmy mądrze!
Felieton jest wyrazem opinii autorki. Nie prezentuje stanowiska ZR.

6 użytkowników udostępniło to dalej



MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Scientists who participated in the March to #EndFossilFuels were arrested today while shutting down the Federal Reserve, demanding they stop funding fossil fuel! 120 were arrested in total
#DefundClimateChaos

Hear from the scientists arrested:
"Police should arrest the leadership of the Federal Reserve: They are the real criminals! By funding the expansion of fossil fuel extraction, the scientific evidence predicts millions will die in catastrophic climate disasters." -Glenn Wilkie, Green Power Systems Engineer

"We are in a climate emergency. And we should act like it. By putting our bodies on the line today, we hope to disrupt business as usual and compel our politicians to stop their greenwashing and start acting with urgency now to save the home we all share." -Ali Hadjarian, PhD

https://www.linkedin.com/posts/scientistrebellion_climate-activists-protesting-the-federal-activity-7109929137179365376-2eXI

#scientistrebellion #SR
#climatecrisis #actnow #endfossilfuels

Part of me wants to disbelieve what is happening. Not the climate crisis itself but how stupidly societies react.

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Jest kolejny odcinek podcastu. Tym razem rozmawiam z Bartoszem Józefiakiem, autorem interesującego reportażu "Wszyscy tak jeżdżą".

Rozmawiam z nim o wypadkach, o tym, kto mówi "jeżdżę szybko, ale bezpiecznie", o stanie polskich dróg, o wykluczeniu transportowym, betonozie i parkingozie.

Zapraszam do przesłuchania!

https://podcasters.spotify.com/pod/show/paulinamatysiak/episodes/Czy-wszyscy-tak-jed--O-tym--co-dzieje-si-na-polskich-drogach-opowiada-Bartosz-Jzefiak-e29fsu0

3 użytkowników udostępniło to dalej

@polamatysiak No cóż... przyjmuję do wiadomości.
Ale wiesz, że żeby to nabrało "mocy urzędowej" to trzeba będzie to wygłosić w kolejnym książkowym podkaście ?

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


#Poland PiS government declassified and published parts of 2011 Polish military doctrine, highlighting one fragment which planned retreat towards Vistula river and holding a defense line there.

The sole purpose of this publication was to bash PiS largest political opponent — PO, who was in power back then — and imply they would give up half of Poland instantly (the message is conveniently presented with limited details to prevent its verification).

And that's the essence of Polish politics unfortunately — bash your opponent at literally any cost, even if it involves revealing and misrepresenting state secrets, thus demolishing the very concept of state continuity and preservation of state policy regardless and above of tribal wars.

It's not the first time PiS did it — in 2006-2007 they published a massive "report on military intelligence", whom they accused of being "post-communist" and in the report they happily revealed plenty of operational details including sources of information. The report gained huge popularity in #Russia, not surprisingly, but also a lot of raised eyebrows on the stupidity of such transparency, which compromised Polish sources e.g. in Afghanistan.

This PiS publication also gained plenty of interest in Russia and Ukraine, with comments ridiculing "cowardice" of Polish army. The harm to the reputation of Polish command, Poland's defense forces and Polish state on its own is immense, but this has never stopped them before.
A sample of comments from an Ukrainian channel War Zone responding to the news from Poland, mostly in ironic and ridiculing tone

5 użytkowników udostępniło to dalej

@kmic

Piszę to co piszę bo co do obecnej sytuacji Snowdena w Rosji nie mam żadnych wątpliwości i z pierwszej ręki wiem jak działa ten system. Ostatni raz byłem w Rosji na miesiąc przed wybuchem wojny bo od dawna jeździłem tam parę razy w roku na wyprawy jaskiniowe. Nadal mam ważną wizę do Rosji ale po 24 lutego 2022 nie wybrałbym się tam nawet gdyby mi płacili miliony bo raczej na pewno bym już nie wrócił. Wystarczy mi, że w 2019 byłem przez godzinę trzepany przez FSB na granicy bo miałem pieczątkę graniczną z Ukrainy w polskim paszporcie. Po 2014 roku odwołałem wyprawy na rok ale potem jednak starali się utrzymywać pozory normalności. W przypadku Snowdena ich skuteczność nie ma tutaj żadnego znaczenia - przecież on sam im wjechał w ręce. Najpierw przez kilka tygodni go trzymali na lotnisku żeby się na spokojnie zastanowić, a potem wzięli co ich i nie musieli się spieszyć.
@kmic

Nie za bardzo rozumiem twoje pretensje. Osobiste doświadczenie jest absolutnie miarodajne, jeżeli nie ma charakteru anegdotycznego. Np. każdy jeżdżący samochodem po Polsce w latach 2000-2010 mógł potwierdzić, że drogi w Polsce są generalnie chujowe - były lepsze, były gorsze - ale generalnie były chujowe, zwłaszcza w porównaniu np. do Czech lub Niemiec. Moje doświadczenia z Rosji są rozłożone na 20 lat i z różnych regionów, wszędzie jest to samo. Czego jeszcze chcesz? Raportu Transparency International i Doing Business? Udanej lektury ale nic lepszego niż ja na pisałem tam nie znajdziesz :)




MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Academics: stop being coy about #SciHub and start treating it like basic research infrastructure. If you dont include it in your syllabus already as a normal way to access research, you should start. No more winks and nods, just link directly to it and accept no criticism for doing so from the researchers that necessitate its continued existence by their publishing practices

https://mastodon.social/@eff/111075817148342123

“The open access movement is fighting to get rid of paywalls altogether, and we are making progress. But in the meantime, thanks to Alexandra’s courage and creativity, researchers around the world have SciHub. It is my honor and privilege to recognize her with a 2023 EFF Award.”
An image of the 2023 eff award for alexandra asanova elbakyan. The award is a red glass obelisk with the EFF logo. It says: EFF Award for access to scientific knowledge.

4 użytkowników udostępniło to dalej


MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Bez skrupułów wyrwane z profilu Mocna Kultura na FB. Niech ktoś tego gościa ściągnie na fedi...

Długo zastanawiałem się czy pokazać Wam ten obraz. Czy pisać o nim? Kiedy się wahałem, przypomniałem sobie, co czyni malarstwo Henriego de Toulouse-Lautreca niezwykłym. Czego by mi nigdy nie wybaczył. On pokazywał PRAWDĘ i byłby na mnie wściekły, gdybym ją ukrywał, bo może kogoś zakłuć w oczy. Bo to nie piękno formalne jego dzieł, nie płynne linie i nie atmosfera Moulin Rouge, ale PRAWDA jest najważniejszym osiągnięciem Lautreca. To dzięki niej zapisał się w historii sztuki i w naszych sercach. Dlatego dzisiaj opowiem Wam o „Inspekcji medycznej w domu publicznym przy rue des Moulins” z 1894 roku zdobiącej zbiory National Gallery of Art w Waszyngtonie.
Trafiłem na ten obraz przygotowując się do prezentacji Mocna Kultura Show Live o Lautreku. Trafiłem, bo trzeba się nieco namęczyć, by go znaleźć. Żadna ze stron internetowych o sztuce nie pokazuje go, gdy pisze o Lautreku. „Inspekcja” jest zbyt „fe”, żeby wplatać ją w bajeczne opowieści o malarzu, który „odmalował Belle Epoque”. Szkoda, że niemal nikt spośród prowadzących blogi o sztuce, nie decyduje się wejść w trzewia tamtych czasów. Z drugiej strony rozumiem ten strach. „Ładne” posty lepiej się klikają...
W historii, którą Wam opowiem Belle Epoque będzie mało „belle”. Bo piękna była tylko dla wybranych. Świat pań w szeleszczących sukniach i dżentelmenów w cylindrach funkcjonował obok świata brudu, biedy i przemocy. I to ten drugi był większy. Henri de Toulouse-Lautrec jako jedyny pokazał w sztuce to pękniecie społeczeństwa fin-de-siecle’u. „Inspekcja” jest dla mnie niemalże oskarżeniem wobec świata sukni i cylindrów.
💗 W 1892 roku Henri namalował serię obrazów, która do dziś pozostaje, przynajmniej dla mnie, największym arcydziełem czułości i bliskości międzyludzkiej. To 4 obrazy prostytutek z domu publicznego przy rue d'Ambroise, leżących wspólnie w łóżkach. Mówi się, że to obrazy miłości lesbijskiej. Dla mnie to hymny po prostu do miłości jako takiej. Najsłynniejszym z nich jest obraz zatytułowany „Łóżko” (1892, Musee d’Orsay). Namalować je mógł tylko z jednego powodu i namalować mógł je tylko on. O tym za kilka chwil.
🖌️ Dwa lata później Lautrec zaczął być częstym gościem w domu publicznym przy rue des Moulins. Stworzył serię obrazów i rysunków pokazujących sceny z życia tego przybytku. Jednym z najsłynniejszych jest „W salonie rue des Moulins” przechowywany przez muzeum Toulouse-Lautreca w Albi. Tym mniej sławnym, wyklętym do dziś (o tym na końcu) jest nasza „Inspekcja”. Więc teraz o niej.
🖼️ Dwie prostytutki stoją w kolejce do okresowych badań ginekologicznych, prowadzonych przez lekarza wysłanego przez władze miasta. Ma on ustalić, czy nie złapały jakiejś choroby wenerycznej i tym samym czy są zdolne do dalszej pracy.
Pierwsza kobieta - nazwę ją "Blondynką" - jest wyraźnie znużona. Bezwolnie oczekuje swojej kolei do badania. Jakże daleko w tym portrecie od wizji uśmiechniętych trzpiotek w falbaniastych sukniach. Twarz zmęczona, okolona ledwo co uczesanymi blond włosami. Stojąca za nią kobieta - nazwę ją "Ruda" - patrzy z ukosa na malarza. Na nas. Jej policzki toną w różowym pudrze. A może to... rumieniec wstydu?
„Blondynka” – złożył ręce na przezroczystej halce. „Ruda” jest półnaga. Ma na sobie tylko przejrzysty materiał narzucony na ramiona. Obie nie zdjęły "służbowych", czarnych pończoch. Ale jest jeszcze ktoś.
Za nimi, odwrócona do nas, stoi "Madam" - burdelmama. Ona nie musi przechodzić tej upokarzającej procedury. Kiedyś i owszem, pracowała w ten sposób, ale teraz to ona tu zarządza i od usług seksualnych ma stadko podopiecznych.
Co ciekawe, Lautreka wcale nie interesuje lekarz. Nie ma go na obrazie i gdyby nie tytuł, nie domyślilibyśmy się nawet, w czym uczestniczymy.
Wszystko nakreślone jest zachwycającymi, pewnymi ruchami pędzla. Lautrec obrysował ciała kobiet ciemną obwódką, którą wypełnił koncertem drobnych pociągnięć farbą. Kiedy przyjrzycie się z bliska, zobaczycie, że na tym obrazie nie ma ani jednej plamy barwnej o czystym kolorze! Halka „Blondynki” mieni się różem, fioletem, zielenią i bielą, rzuconymi na niebieski podkład. Czarne pończochy tak naprawdę są wirem ziemistej zieleni, fioletu i granatu.
🖌️ Absolutnie mistrzowskie jest tło - podłoga i ściana toną w rdzawo-rudych uderzeniach pędzla. Szybkie kreskowania tylko sygnalizują istnienie tych powierzchni.
🆓 Co ważne, Lautrec świadomie zostawia niezamalowane duże fragmenty kartonu, na którym powstał obraz. To "wytoczenie wojny" oficjalnemu malarstwu "salonowemu". W wyższych sferach, "porządny" malarz musiał nie tylko dokładnie zamalować całą powierzchnię obrazu, ale powinien ją jeszcze "wylizać" gładkimi pociągnięciami pędzla i pokryć lakierowanym werniksem.
Henri mówi "mam to gdzieś!"❗
✍️ Całość ma charakter szybkiej notatki. Uchwycenie chwili, którego dokonać potrafi tylko prawdziwy mistrz 🏆
Lautrec w niezauważalny sposób wprowadził w ten obraz niepokój. Może tego nie widzicie, ale podświadomie czujecie. Jak to zrobił?
U kogoś innego mogłoby to uchodzić za błąd kompozycyjny, ale nie u niego! Pomyślcie. Gdyby sportretował tylko te dwie kobiety, zachowana byłaby symetria, a obraz tchnąłby wizualnym spokojem. Ale on rozdziela karton na dwie, nierówne części. Osią podziału jest, zdawkowo nakreślone, okno w tle (na którym zdołał trzema kreskami oddać kształt wazonu z kwiatami!). Lewa część w całości zajęta jest przez postać „Blondynki”. W prawej ścisnął „Rudą” i Maman, zaburzając w ten sposób statykę kompozycji.
👏 Delikatny manewr, ale jakże mistrzowski. Dzięki niemu nasza podświadomość, kochająca przecież symetrię jako synonim spokoju, wchodzi w stan lekkiego rozedrgania. Czujemy, że ta scena nie jest fajna. Nie powinno jej nigdy być, a te dziewczyny nie powinny się tam znaleźć. Ale inspekcja jest, one są, a świat nie składa się z lukrowanych ciastek.
💔 Nie ma tu żadnej erotyki. Żadnego "belle". Jest szorstka, ostra jak żyletka prawda o sex-biznesie na Montmartre. Dla mnie, Lautrec do farb dodał emocje: zrozumienie, współodczuwanie i szacunek dla losu tych kobiet.
❓ Zapytacie, co jest tak dramatycznego w momencie, który pokazuje Lautrec? Dla tych kobiet zła weryfikacja, na przykład wykrycie syfilisu, oznaczała tragedię. Chora prostytutka nie była potrzebna w domu publicznym o „dobrej reputacji”. Jedna „pracownica” zarażająca klientów narażała cały interes na utratę „marki” i bankructwo. W związku z tym była natychmiast usuwana z pracy, wpis o chorobie trafiał do jej urzędowej książeczki zdrowia. Wyrzucona na ulicę, schodziła po kolejnych stopniach na same dno. Dlatego to dramatyczny moment.
😲 Czy wiecie, że patrzycie na obraz, który nie miała prawa powstać? Że łamał wszelkie istniejące w 1894 roku zasady? Henri był hrabią de Toulouse-Lautrec. To jeden z najbardziej szanowanych rodów Francji, dawni władcy wielkich połaci ziem na zachodzie kraju. Był arystokratą. A wyższe sfery wiązał wtedy drastyczny kodeks postępowania. Łańcuch znany jako savoir-vivre, trzymający - jak na smyczy - zwłaszcza kobiety.
📖 Agnieszka Lisak w swojej przeciekawej książce „Życie towarzyskie w XIX wieku” opisuje, co było nieobyczajne. Dama miała być wrażliwa, delikatna, ckliwa, a kiedy trzeba – melancholijna. Powinna na zawołanie zalewać się łzami, dostawać migren i duszności. Nad obyczajnością kobiety z wyższych sfer czuwały posępne matrony, bez litości obgadujące każdy błąd towarzyski.
Kobieta z dobrego domu nie mogła sama chodzić po ulicach, do teatru czy na bal. Pokazanie się w miejscu publicznym wymagało asysty męża, kogoś z krewnych lub służącej. Uniesienie sukni tak, by odsłaniała bucik damy traktowano jak zachowanie pornograficzne.
Nad wszystkim wisiał miecz „zszargania reputacji” – swoim cięciem wykluczający z towarzystwa.
😬 Jak głęboki był absurd tych zasad? Kodeks przewidywał, że na przykład na balu, córka nie mogła sama wyjść z sali balowej i pójść do bufetu. Lisek cytuje fragment z polskiego poradnika „Pani domu” M. Rościszewskiego z 1904 (!) roku, skierowany do młodych dam: „Oczyma nie strzelaj po stronach; nie spoglądaj na nikogo ukosem, ani okiem pogardzającym i pysznym, a gdy z kim mówisz, nie wpatruj mu się w twarz, lecz niżej ku ziemi”. Biorąc poprawkę na zapóźnienie Polski, w 1894 roku w Paryżu, te zasady już obowiązywały. Zresztą pan Rościszewski brał je z Paryża właśnie.
Czy teraz rozumiecie jaką rewolucją, wstrząsem dla towarzystwa, były obrazy z burdeli malowane przez hrabiego de Toulouse-Lautrec? Jak ogromnie odważny był Henri i jak bardzo pogardzał towarzyskim bagienkiem malując kobiety, o których samo wspomnienie w wyższych sferach było grubym nietaktem?
👨‍🎨 Pierwsze obrazy z prostytutkami namalował w 1886 roku gdy miał 22 lata. Wtedy zrozumiał ostatecznie, że nigdy nie doczeka się „normalnej” miłości. Pokraczny karzeł z bulwiastym nosem i wargami wielkimi jak balony, nieustannie śliniący się ze zdeformowanej szczęki nie mógł liczyć na uczucie „prawdziwej damy”. Wykonał więc krok, po którym nie było powrotu. I nigdy go zresztą nie szukał.
📰 1886 był ważnym rokiem, bo również wtedy powstały jego pierwsze rysunki na zamówienie prasy paryskiej. Studiował wtedy w pracowni Fernanda Cormona z Louisem Anquetinem, Emile’m Bernardem i Vincentem van Goghiem. Ta trójka, wraz z innymi studentami – Francisco Gauzim i Henrim Rachou, tworzyła zgraną paczkę przyjaciół. No może akurat Vincent był nieco mniej zgrany, ale on generalnie miał trudności ze zgrywaniem się z kimkolwiek.
💃👩‍🎤 Na Montmartre rodziły się w tym czasie pierwsze cafe-concerts vel cafes-chantants. Wbrew pozorom nie przy kawie, ale winie i absyncie, tłoczyły się tam tłumy słuchającew zjawiskowych pieśniarek jak Yvette Guilbert czy patrząc na narodziny le kadril realistique. Ten taniec znamy dziś, nieco błędnie, jako kankan. Najsłynniejszymi cafe-concerts były Le Chat Noir Adolphe’a Salisa i jego następca, Mirliton Aristide’a Bruanta.
🔝 Henri wstępował właśnie na top paryskiej sztuki, chociaż rakieta z napisem „Toulouse-Lautrec” wystartuje dopiero w 1891 roku. Wtedy stworzy słynny plakat promujący Moulin Rouge. On uczyni go sławnym w całej Francji. Znienawidzonym i kochanym zarazem.
Malując dziewczyny z domów publicznych Henri odkrył prawdę, która poraziła go jak piorun. Jak pisze jego biografka Julia Frey, zrozumiał, że prostytutki są bardziej naturalne, niż płatne modelki z pracowni, bo „mniej skupiają się na swoim wyglądzie i są dużo swobodniejsze”. Są prawdziwsze.
Gdy powstawała nasza „Inspekcja” był już innym człowiekiem niż w 1886 roku. Na Montmartre nie było nikogo, kto nie znałby Lautreka. Malował największe sławy świata kabaretów, miał swoich marszandów i… pił. Na umór. Codziennie.😢
Żaden sukces i żadna przyjaźń nie mogły go powstrzymać. Nawet nowa wielka fascynacja – litografia. W 1891 zaczął tworzyć litografie i od razu okazał się geniuszem tej zapomnianej ówcześnie techniki. 26-letni artysta stworzył nowy styl, który niedługo stanie się podwaliną dla współczesnego plakatu.
📰 Po pierwszej wystawie indywidualnej w galerii Boussod et Valadon posypały się recenzje. Gazeta „Le Temps” pisała: „Jest pan bezlitosny wobec bliźnich i cyniczny. Odkrywa pan wrzody na ciele tego świata. Bardzo to śmiałe”. Gustave Geffroy w „La Justice” gromił krytyków odsądzających Lautreka od czci i wiary: „Wnikliwość jego obserwacji, widzenia tego, co pokazuje jako niezasługujące na litość, to opowiedzenie się za pięknem życia”. Roger Marx w „La Rapida” notował: „Dociekliwa analiza i precyzja wyrazu, okrutna, nieubłagana zdolność obserwacji”. Taki jest nasz dzisiejszy obraz.
👑 Przez moment wydawało się, że wróci na salony wyższych sfer. W 1893 roku zaprzyjaźnił się z polskimi Żydami Alexandre i Thadee Natansonami. Wydawali oni pismo „La Revue Blanche”, które miało wielkie znaczenie dla kształtowania się sztuki. Dodatkowo Thadee był mężem Misi Natanson-Godebskiej, która prowadziła jeden z najsłynniejszych salonów artystycznych Paryża. Lautrec bywał tam, bawił się, ale szybko zrozumiał, że to nie jego miejsce. Jego świat był już gdzie indziej.
I tu dochodzimy do wyjaśnienia, dlaczego tylko on mógł namalować „Łóżko” i „Inspekcję”.
Kobiety z domów publicznych, w których bywał, zaakceptowały go jako kogoś swojego. „Towarzystwu” trudno byłoby to sobie wyobrazić, ale w latach 90-tych zaczął przeprowadzać się na długie tygodnie do burdeli. Od „maman” – szefowej przybytku, dostawał własny pokój i żył życiem pracujących tam kobiet. Z czasem zaczynały traktować go jako naturalną część ich życia. Pozwalały obserwować się przy codziennych czynnościach, czasem zwierzały się i wypłakiwały mu na ramieniu. Henri żadnej z nich nie osądzał i nie traktował z góry. W jakiś dziwny sposób darzył je ciepłem i uczuciem. Korzystał też z ich usług, żeby nie było tu opowieści romantycznej jak uderzenie Hanki Mostowiak w kartony.
W domach publicznych czuł się na swoim miejscu. Tam odnajdywał spokój i czuł się członkiem tej społeczności. Tak jak dziewczyny z „Perroquet Gris” czy rue des Moulins, czuł się człowiekiem wyrzuconym na margines społeczeństwa. Odrzuconym przez „normalnych”. One z racji zawodu, on z racji wyglądu. Nie zgadzał się też na jedno – hipokryzję, która pozwalała piętnować kobiety z domów publicznych, przez ludzi, którzy korzystali z ich usług. Patrzył z coraz większym obrzydzeniem na wyfiokowane damy i panów w świecących cylindrach.
⚔️ Bezlitośnie pokazywał rozbieżność między męskimi fantazjami na temat prostytutek, a ich prawdziwym życiem. Jak pisze Marta Frey, brutalnie niszczył męskie wyobrażenia przybytku rozkoszy pokazując upokorzenie kobiety traktowanej jak przedmiot.
Taka jest „Inspekcja”. Obraz bezlitośnie odsłaniający prawdę.
Od czasów Lautreca niewiele się zmieniło. Dlaczego? Przez 80 lat „Inspekcję” dopuszczono tylko czterokrotnie na wystawy poświęcone Lautrekowi. Raz w Philadelphia Museum of Art i trzy razy w muzeum, do którego należy, National Gallery of Art w Waszyngtonie. Hipokryzja żyje i ma się dobrze.
Auguste Renoir powiedział o obrazach Lautreca: „Często są pornograficzne, ale zawsze przeraźliwie smutne”. Nie zgodzę się z tym zdaniem.
Obrazy Henriego są przeraźliwie prawdziwe, a prawda to blask.
Jakkolwiek by to światło nas nie oślepiało 💗☀️
***
☕ PS: moje opowieści to owoc pasji i ciężkiej pracy researchera. Jeżeli doceniacie tę pracę i postawicie mi wirtualną kawę, będę wdzięczny: BuyCoffee.to łamane przez /mocnakultura ☕💗



#XIXwiek #malarstwo #ToulouseLautrec #SexWork
opis w tekście

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


A tymczasem wjeżdża nowy odcinek naszego podkastu. Nową serię zaczynamy z przytupem: od wywiadu z Adamem Bodnarem.

https://lewackiepitolenie.buzzsprout.com/1802226/13607911-lewackie-pitolenie-o-tym-co-nam-powiedzial-pan-profesor-gosc-adam-bodnar

Zapraszam!

6 użytkowników udostępniło to dalej


MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


If you use #AI to make AI art or writings about #Solarpunk to share wildly, then you are part of the problem.

Stop using capitalist spam tools to push out real artists and writers and claim you're doing it for a #Solarpunk world. The amount of carbon dioxide and other pollution being released to train and maintain AI is enormous and contributing to the climate change drivers.

(EDIT: I am discussing Server Farms that use millions of gallons of water, release shitton of carbon dioxide in the energy usage, and harms local communities. IF you don't understand what a server farm is, then look at my replies to this post where I outline it in detail. These are giant ass things that cover hundreds of acres.)

AI is just another scam by tech bro investors who wanted another bubble to burst so they can take the profits and run, while the rest of us have to deal with the consequences of endless fucking SPAM in all arenas of life.

So using AI to make AI art or AI anything for #Solarpunk projects is contributing to the very problem that Solarpunk wants to address.

Stop it.

Instead, come to us creative folks and work with us to use our creative works and skills in the project. And be willing to compensate us because unlike AI, we actually need to eat. If you're truly committed to a Solarpunk world, this would be built into your praxis anyway. We ought to be caring for each other so that no one is left behind.

(EDIT: My argument here centers COMMUNITY. AI being used for art/writing/media cannot and does not build community; it simply can't as it individualizes a process that would have required people to talk with one another and work on projects together.)

Thanks for reading.

EDIT: I added in these edits because I'm sick of reply-guys ignoring my major points and using various fallacies to dismiss the impact AI has had on communities. Thanks for reading. Good day.
Ten wpis został zedytowany (3 lata temu)
I find one valid use for AI: to evaluate biases in the datasets, not in creating any kind of art.

I tend to use Midjourney from time to time to see what is currently "missing" from its datasets, from the popular culture. What is unimaginable for someone who encounters only that kind of culture?

Other than that, I agree 100%.

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


🇬🇧 Worrying! Internal minutes reveal that numerous EU states want to pass indiscriminate #Chatcontrol #CSAM #MassSurveillance legislation in just two weeks. Protest now!

https://netzpolitik.org/2023/internes-protokoll-eu-staaten-wollen-chatkontrolle-in-zwei-wochen-beschliessen/
Sharepic on the question: Which member states want to adopt the chat control, which violates fundamental rights, by the end of September? 
In favour are: Spain, Ireland, Hungary, Latvia, Italy, Lithuania, Romania, France, Cyprus, Bulgaria, Denmark, Croatia, Malta, Slovakia.
Against: Germany, Poland, Netherlands, Austria
Ten wpis został zedytowany (3 lata temu)

2 użytkowników udostępniło to dalej


MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


The missing ActivityPub dev toolkit is coming along!

https://pubkit.net #PubKit #activityPub #fediverse #shippingSoon
PubKit.net PubKit.net Library Definition
PubKit.net Library

2 użytkowników udostępniło to dalej

Such awesome work, Dan :)

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Last Week in the #Fediverse - ep 35

Main news of the week:
- Swiss government starts their own #Mastodon server
- The SWICG has talks about restructuring
- Doubts about the moderation tools and governance of Lemmy
- The #activitypub plugin for #wordpress is officially released

Read at https://fediversereport.com/last-week-in-fediverse-episode-35/
I am a big fan of your report and I have one style request: I am slightly color blind, therefore I have hard times to see the links in your report. Is it possible to give it more contrast or similar to the rest of the text?
@askans Hey, thanks for letting me know, appreciate it! I need to do an accessibility check on the website, and will also change this

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


@michal @m0bi13 @kalisz79 @74 @pawelszczur @ftdl @rysiek @miklo @agturcz @emill1984 @brayozz
#mobilizon #wydarzenia #events
#feditranslate #przekladpl #tlumaczenia
Zobaczcie, Francuzi proponują zmiany w Mobilizonie. Trzeba to dobrze przeczytać, przemyśleć i dać im odpowiedź. Jak dla mnie, to dziwna wydaje się z góry ustalona lista kategorii. Poza tym przydało by się przełączanie do widoku zwykłej tabeli tekstowej, przeszukiwalnej po różnych kryteriach (jak w menedżerze plików w trybie listy).
https://framacolibri.org/t/using-mobilizon-for-regional-leftist-subculture-calendar-platforms/18772

2 użytkowników udostępniło to dalej

Mobilizony się federują między sobą. Imo uwspólniona lista pozwala na wymianę eventów między np. Mobilizon.pl <-> AkcjaReakcja.pl

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Przypomnienie dla @xaphanpl że ocena “post nie narusza prawa” nie należy do niego ale do prokuratury i sądu, które wychodzić będą z brzmienia art. 257 KK:
Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Pospieszne rozgrzeszenie wulgarnych. rasistowskich i - co istotne dla prokuratury - nie sporadycznych wypowiedzi jego użytkownika argumentem, że “nie naruszają one prawa” ergo admin nic nie musi z nimi robić można interpretować jako w najlepszym razie sztywne trzymanie się źle pojmowanej, bezwzględnej swobody słowa połączone z ignorancją prawną, a w najlepszym - jako źle skrywaną pochwałę dla ich treści.

Jak pisałem dawno temu przy okazji kłótni o FediBlock dla 101010 o kontrowersyjnych tematach - a należy do nich kwestia migracji - można i należy dyskutować ale jeżeli zaczyna się właśnie od publicznego znieważenia to nie jest dyskusja tylko rasistowski ściek.

Odnoszę się do tego postu admina: https://101010.pl/@xaphanpl/111082128457487323

Samego ścieku nie przytaczam bo usera zablokowałem i nie mam najmniejszej ochoty go szukać.

@thorcik nie musisz wołać. Anonimy z Internetu nie wymuszą na nas działania. Znowu zaczyna się krzyk kilku anonimów i próba wymuszenia swojego widzenia świata. Nie rusza mnie to już. Post nie narusza prawa, więc nie mam podstaw go ruszyć.
@me @rato

2 użytkowników udostępniło to dalej

wiesz jaki mam problem z tą dyskusją? Zaczęła się niewinnie, a później to już faktycznie jeden wielki ściek i wzajemne obrzucanie się inwektywami.
A Twój post jest chyba pierwszym który ma dla mnie sens dyskusji.
Dziękuję za docenienie, staram się dyskutować merytorycznie. Jak również wielokrotnie pisałem w dawnych dyskusjach o FediBlock ludzie w sieciach społecznościowych mają skłonność do natychmiastowej polaryzacji, startują z pozycji zacietrzewionych i natychmiast jadą w brzytwę Hanlona, co potrafi być przykre. Wydaje mi się przy tym, że jako admin powinieneś jednak występować z pozycji zwiększonego poziomu odpowiedzialności i starać się docierać do sedna pretensji nawet jeżeli są wyrażone w ułomny sposób.

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


W końcu nadeszła długo oczekiwana wersja 1.0 wtyczki #ActivityPub do #WordPress 👍

Sporo zmian i wreszcie możliwość ustawienia 1 konta dla całego bloga.

Testujemy :)

https://wptavern.com/activitypub-1-0-0-released-introducing-blog-wide-accounts-and-new-blocks

4 użytkowników udostępniło to dalej

@rail

Nie poddawaj się, poczekaj jeszcze i zgłoś ponownie. Email do urzędu ląduje zazwyczaj w dzienniku podawczym i odpowiadają. Jeśli nie to daj znać gdzie wysyłałeś, przygotujemy akcję informacyjną dla (i o) opornych.
@macbre
koniecznie daj znać jakie masz odczucia. dla mnie z jednej strony to wygląda na bardzo ciekawą propozycję, z drugiej zaś mastodon to miejsce na krótkie wpisy ad hoc, na które na stronie niekoniecznie jest miejsce... a po trzecie po kilku latach odpuściłem wordpress i powoli piszę stronę na nowo, tylko w html i css, jak w latach 1990-tych ;)

MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


I wanted to give a shoutout to @gabboman@app.wafrn.net for introducing me to this awesome new #Fediverse platform called #Wafrn. I had no idea it existed until now!

From what I've seen, it's like a Tumblr-like service where you can easily share and curate different types of media. I must say, they've done a great job in terms of user-friendliness.

If you're curious, I've attached some screenshots for you to check out. And hey, feel free to explore Wafrn for yourself at this link: https://app.wafrn.net/dashboard/exploreLocal.

@fediversenews@venera.social
Wafrn screenshot Wafrn screenshot
Wafrn screenshot

2 użytkowników udostępniło to dalej


MiKlo:~/citizen4.eu$💙💛udostępnił to.


Czy szkoły przestrzegają RODO? - część pierwsza


Czy szkoły przestrzegają RODO? - część pierwsza


#RODO #szkoła #przedszkole #dane #prywatność #prawadziecka #prawaucznia #edziennik #nauczyciele #UODO #microsoft #facebook #komunikacja #komunikatory #rekrutacja #aplikacje #smartfony

Poniższy tekst ma charakter zarówno analizy, jak i publicystyki. Tak miał być. W niektórych miejscach mogą się zdarzyć uogólnienia – sorry, jeśli na takie traficie, nie bierzcie do siebie, widocznie tak bardziej pasowało stylistycznie lub podczas pisania umknęło mi jakieś “większość” czy “zazwyczaj”. Jeśli kogoś interesują suche fakty i paragrafy, bez odautorskich komentarzy i opinii – zapraszam na koniec tekstu (będzie w drugiej części, bo całość mi się nie zmieściła. A bloga założyłam, bo teksty nie mieściły mi się na szmerze...chyba się rozkręcam ;–)). Są tam źródła, z których korzystałam, można sobie samemu wszystko pozbierać, wyłuskać i wyrobić własną opinię. Jeśli natomiast ktoś wolałby publicystykę i nie rozumie, po co w tekście nudne dane czy paragrafy – no niestety, ale walcząc o przestrzeganie prawa warto te paragrafy znać, żeby móc się na nie powołać. Inaczej to tylko “ja mam swoje zdanie, pani swoje i proszę się już o zdjęcie dziecka na szkolnym fb nie czepiać”. Dodam jeszcze, że chociaż starałam się, by artykuł był rzetelny i pomocny – to zawodową prawniczką nie jestem i mogło mi coś umknąć – za co przepraszam i proszę o ewentualne uzupełnienia, uwagi czy korektę.

Tekst ma wstęp, zakończenie i 10 rozdziałów – jeśli czegoś z tego brakuje, to dlatego, że wciąż kombinuję, jak to technicznie opublikować ;–)

Wstęp


Rozpoczął się nowy rok szkolny. Stan polskiej oświaty jest alarmujący już od lat: niedofinansowanie, upolitycznienie, narzucanie religijnego charakteru, wielozmianowość, braki kadrowe – i w efekcie łatanie wakatów byle kim, przepełnione klasy, sfrustrowani i nieraz niekompetentni nauczyciele po jednej stronie oraz, także często, rodzice domagający się ocenozy i zgody na znęcanie się nad dziećmi, by te “nauczyły się życia” po drugiej. Do tego każdy kolejny polski minister edukacji bierze sobie chyba za cel, by zniszczyć ją jeszcze bardziej, niż poprzednik. Finalnie “nieprawomyślni” dyrektorzy i dyrektorki boją się o pracę, a gdy zostaną zastąpieni przez kogoś żyjącego lepiej z władzą – o pracę zaczynają bać się inni nauczyciele. Nauczyciele – pasjonaci, którzy mieli siłę pchać ten kaganek oświaty – nieraz przy oporze rodziców, innych pedagogów czy dyrekcji – mają dość, odpuszczają lub zmieniają zawód, tych mających siłę walczyć dalej jest coraz mniej. Rodzice – ci walczący o prawa swoich dzieci – dostają łatkę roszczeniowych. Przyklejaną im przez dyrekcję, grono pedagogiczne, czasami (chociaż mam wrażenie, że jednak coraz rzadziej) przez innych rodziców. Przykład nauczycielki, która została zwolniona z przedszkola, bo zgłosiła przemoc domową u jednego z podopiecznych (reszta kadry chciała się nie wtrącać i mieć święty spokój) jest dość wymowny. Przykład szkoły, która podała “roszczeniowego” rodzica do sądu twierdząc, że 10letnie dziecko jest zaniedbane, gdyż samodzielnie chodzi do szkoły – także.

Oliwy do ognia dolewają media i socialmedia. Niedawno czytałam w lokalnej prasie artykuł – szkoła zaniedbała zapewnienie pomocy uczniowi (z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego), w efekcie czego dziecko zrobiło krzywdę koleżance. Tytuł? Coś w stylu “szkoła sobie nie radzi”, “brakuje nauczycieli – dzieci cierpią”? Gdzie tam. “11latek terroryzuje szkołę”, bo dla “dziennikarza” nie ma różnicy między dzieckiem potrzebującym pomocy a kimś, kto porywa samolot, by nim wlecieć w wieżowiec. A jeśli jest, to lepiej się do tego nie przyznawać, bo wiarygodny i sensowy nagłówek nie będzie się tak dobrze klikać. Kolejny aspekt – socialmedia. Praktycznie pod każdym tekstem dot. problemów w polskiej edukacji wylewa się hejt na rodziców. Bynajmniej nie na tych, którzy domagają się apeli papieskich i szkolnych mszy, a o cudzą koszulkę z dynią czy Hello Kitty urządzają awanturę, bo im się “uczucia religijne” obraziły. A na tych, którzy walczą o prawa swoich dzieci, gdy szkoła je łamie, lub gdy chcąc uniknąć “dobrodziejstw” szkoły rejonowej wybierają dla swoich dzieci inne rozwiązania. Tradycyjnie obrywają “leniwe matki” – są leniwe, jeśli pracują zawodowo – więc nie poświęcają dość czasu, bo wychować dziecko do roli niewolnika dla jakiegoś randomowego frustrata z internetu; są też leniwe, gdy nie pracują zawodowo pomagając dziecku w nauce i nie zmuszając go do przebywania w przepełnionej świetlicy. Jeśli więc matka nie jest w stanie się rozdwoić czy roztroić, to jest “leniwą roszczeniową maDką” i nic z tą łatką nie zrobi. W tym roku, przez wzgląd na braki kadrowe, przedszkola mają być czynne krócej, więc problem się nasili. Btw – parę lat temu natknęłam się na forum dla tzw. “nauczycielek” (celowo w cudzysłowie) przedszkolnych narzekających, że dzieci przychodzące do przedszkola powinny być samodzielne, wyedukowane i zsocjalizowane, a autyzm i inne zaburzenia to wina rodziców chodzących po centrach handlowych. Wtedy miałam nadzieję, że będzie szło ku lepszemu, a takie stworzenia szybko pożegnają się z pracą w zawodzie. Jest wręcz przeciwnie – nauczycieli brakuje coraz bardziej, więc dyrekcje wybrzydzać nie będą, a rodzic, któremu się to nie podoba, jest co najwyżej roszczeniową madką...

Wielu rodziców woli odpuścić walkę z obawy, że placówka z zemsty pokaże im drzwi. O ile ze szkoły rejonowej trudniej ucznia usunąć, to pozostałe mogą już szukać jakiegoś bardziej oficjalnego pretekstu (argumentacja “bo roszczeniowy rodzic domagał się od nas, byśmy nie łamali prawa” może nie przejść w sądzie), ojcu czy matce mówiąc wprost, że na miejsce ich dziecka znajdzie się masa chętnych.

W świetle powyższego nie ma się co dziwić, że tak niewiele miejsca poświęca się tematyce ochrony danych osobowych w przedszkolach i szkołach. Z punktu widzenia mnogości problemów systemu edukacji prywatność staje się dobrem luksusowym, na które mało kogo stać. Teoretycznie dziecko ma prawo do jej ochrony – w praktyce dopilnowanie tego to otwieranie kolejnego frontu walki z przedszkolem czy szkołą, z niepewnym wynikiem.

To tak pokrótce, żeby wyjaśnić, dlaczego z przestrzeganiem RODO w polskiej oświacie bywa tak źle. A teraz – do konkretów.

Rozdział 1: Czym są dane osobowe?


Należałoby zacząć od podstaw, mianowicie tego, czym są dane osobowe.

Otóż – wbrew powszechnej opinii – dane osobowe to nie tylko imię i nazwisko. Wedle RODO (edit: podziękowania dla Adama Klimowskiego za zwrócenie uwagi na błędy w terminologii – wcześniej określiłam RODO mianem ustawy, zamiast rozporządzenia) “„dane osobowe” oznaczają informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej („osobie, której dane dotyczą”); możliwa do zidentyfikowania osoba fizyczna to osoba, którą można bezpośrednio lub pośrednio zidentyfikować, w szczególności na podstawie identyfikatora takiego jak imię i nazwisko, numer identyfikacyjny, dane o lokalizacji, identyfikator internetowy lub jeden bądź kilka szczególnych czynników określających fizyczną, fizjologiczną, genetyczną, psychiczną, ekonomiczną, kulturową lub społeczną tożsamość osoby fizycznej” (RODO, art. 4 ust. 1). Innymi słowy, jeśli szkoła (tudzież podmiot z nią współpracujący) wykręca się w formie “ale nie łamiemy RODO, bo nie pytamy o imię i nazwisko”, tudzież “przetwarzamy dane jedynie w formie imienia i nazwiska” – to nieraz łamie prawo. Pierwszy przypadek dot. często pseudoanonimowych ankiet – gdzie wprawdzie nie trzeba podawać imienia i nazwiska, trzeba za to podać masę innych danych. A to już “jeden bądź kilka szczególnych czynników określających tożsamość osoby”. Niejednokrotnie wystarczy tutaj “uczeń klasy takiej a takiej, urodzony w roku...”. I to nie tylko problem szkół dla dorosłych, gdzie nieraz jest się jedynym osobnikiem z danego rocznika na danym kierunku i roku, ale także przypadek wielu uczniów i uczennic w szkołach podstawowych. Wystarczy, że dziecko jako jedyne poszło do szkoły wcześniej, zostało odroczone lub powtarza klasę i jego rok urodzenia będzie inny od pozostałych. Tudzież chłopiec i dziewczynka są jedynymi w swojej klasie dziećmi, które poszły do szkoły jako 6latki – a “anonimowe” badanie nakazuje podać rok urodzenia i płeć. Analogicznie z w drugim przypadku. Jeśli osoba prowadząca zdalne lekcje wymaga, by dziecko użyło platformy platformy do videostreamingu (np. microsoftowych teamsów) – to przekazuje znacznie więcej danych, niż imię i nazwisko. Jeśli nauczyciel lub nauczycielka nagra w szkole ucznia lub uczennicę i pokaże to nagranie czy to koleżance, czy przedstawicielowi firmy trzeciej – łamie RODO i nie na znaczenia, że dziewczyna na filmiku nie jest podpisana. Ważne, że można ją na tej podstawie zidentyfikować. Przy tekście “mam problem z pewną rudowłosą dziewczynką z mojej klasy” w momencie, gdy do danej klasy chodzi tylko jedna rudowłosa dziewczynka – podobnie.

A kiedy RODO nie ma zastosowania (edit: jak słusznie zauważył Tymoteusz Jóźwiak – niefortunne sformułowanie, bo RODO wciąż ma zastosowanie – chodziło mi o to, że rodzic nie można odmówić przekazania szkole imienia i nazwiska dziecka argumentując to ochroną danych przez RODO), mimo, że szkoły lub rodzice próbują się na nie powołać? W przypadku gromadzenia danych niezbędnych (kluczowe słowo – bo nie każda informacja, o którą nas tutaj proszą będzie niezbędna) w procesie rekrutacji czy realizacji obowiązku szkolnego – w pierwszym przypadku informacje są potrzebne, by – z logistycznego i technicznego punktu widzenia rekrutacja mogła się odbyć, a drugim przypadku dochodzi kwestia interesu publicznego, który takie przetwarzanie umożliwia (RODO art. 6 ust. 1b i 1e). I to działa w obie strony – szkoła nie może odmówić prowadzenia dziennika czy sprawdzenia obecności powołując się na ochronę danych osobowych.

Szkoły nie mogą się też zasłaniać RODO w momencie otrzymania zapytania, ilu uczniów zapisało się na szkolną katechezę. Nie chodzi bowiem i informację “kto”, a “ilu”, a to dane statystyczne, a nie osobowe (vide np. https://bip.um.wroc.pl/informacja-publiczna/48904/liczba-uczniow-uczeszczajacych-na-lekcje-religii-w-szkolach-podstawowych-i-ponadpodstawowych-we-wroclawiu-wniosek-740-2020, https://bip.lublin.eu/informacja-publiczna/wnioski-o-udostepnienie-informacji-publicznej/2020/389-wniosek-o-dostep-do-informacji-publicznej-dotyczacy-liczby-uczniow-uczeszczajacych-na-religie,1701,27834,2.html)

Rozdział 2: dlaczego warto przejmować się ochroną danych?


“Naprawdę myślisz, że kogokolwiek obchodzą Twoje dane/dane Twojego dziecka?”, “Po co utrudniać sobie życie?”, “nie mam nic do ukrycia – i nic przeciwko temu, by poświęcić moje dane w imię bezpieczeństwa” – można nieraz usłyszeć. Tymczasem, cytując klasyka, kto “Kto rezygnuje z wolności dla bezpieczeństwa, traci jedno i drugie” .

Tymczasem dane Polaków zgromadzone przez Google'a i Facebooka warte są 6 mld zł (https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/dane-polakow-na-facebooku-i-google-tyle-sa-warte/47t0gnn). Niezła cena jak na coś, co nikogo nie obchodzi. Innymi słowy – tak, dane Twojego dziecka obchodzą wiele osób. Niektórych – w celach stricte reklamowych. Marketingowcy już dawno odkryli, że na dzieciach i ich rodzicach da się zarobić, jeśli tylko przekona się ich, że dany produkt czy usługa są potrzebne “dla dobra dziecka”. A dane osobowe ułatwiają dostosowanie reklamy pod dziecko, by to następnie przekonało rodzica, że potrzebuje akurat konkretnego produktu firmy X czy Y. Nie dlatego, że dany produkt jest najlepszy czy niezbędny – a dlatego, że firmy zatrudniają specjalistów od manipulacji wiedzących, jak przekonać dziecko. Potem wokół produktu można zbudować całe imperium, od filmów po karty i figurki, a podczas kolejnych zakupów dziecko będzie usilnie namawiało, by zrobić je w konkretnym dyskoncie, bo akurat w takim programie lojalnościowym bierze udział szkoła.

Ale są też inne niebezpieczeństwa, z których nieraz nie zdajemy sobie sprawy. Dane osobowe to wiedza, a wiedza to władza. Jeśli dane naszego dziecko dostaną się w niepowołane ręce – mogą zostać wykorzystanie przeciwko niemu. A tutaj jest już całe spektrum: od pozbawionych złych intencji żartów czy plotek – które rozrastają się czyniąc z dziecka ofiarę wyśmiewania lub hejtu, przez wykorzystywanie informacji o dziecku przez służby, by grozić jego bliskim, po kradzieży wizerunku, tożsamości i przerabianie wizerunku dziecka (z pomocą AI) przez pedofilów.

A jak już jesteśmy przy służbach – możemy spotkać się z ich strony z różnymi dziwnymi groźbami czy sugestiami, że powinniśmy posiadać wiedzę, której nie posiadamy. “Bo jak to tak, to niemożliwe, że w rodzinie nie rozmawia się o pracy, że nauczycielka nie rozpowiada na prawo i lewo, że Zosia Iksińska z licealnej Ia miała w szkole zeszyt z symbolem Strajku Kobiet, a Karol Igrekowski z IVb jest osobą LGBT i w zaufaniu zwierzył się z tego wychowawczyni. I że mąż/matka/syn nauczycielki nic o tym nie wiedzą”.

Otóż nie. Mąż, matka czy syn nauczycielki nie są pracownikami szkoły. I nie tylko mogą pewnych rzeczy nie wiedzieć – a wręcz nie mają prawa uzyskać tych informacji. I dając się wciągnąć w różne machlojki służb i kłamiąc, że posiada się większą niż w rzeczywistości wiedzę na temat uczniów, można zaszkodzić bliskiej osobie. Nie ma nic nielegalnego w tym, że nauczycielka zna poglądy czy orientację seksualną swoich uczniów. Nikt jej za to nie skaże, bo nie ma za co. Można ją natomiast oskarżyć o nieprzestrzeganie RODO, gdyby okazało się, że wrażliwe danych uczniów i uczennic przekazała, bez ich zgody, komuś ze swojej rodziny.

Rozdział 3: Rekrutacja


Wedle prawa oświatowego (art 150 i 151) przy rekrutacji do szkoły czy przedszkola rodzic musi podać imię, nazwisko, datę urodzenia, nr PESEL, adres zamieszkania, w określonych przypadkach – dodatkowe dokumenty (dot. rozwodu, separacji lub zgonu rodzica, oświadczenie o samotnym wychowaniu dziecka czy o dochodach). I tyle.

Prawo nie wymaga podawania żadnych danych dot. stanu zdrowia, alergii, wyznania, zgody na umieszczanie zdjęć w socialmediach, danych osób upoważnionych do odbierania dziecka, danych pracodawcy, klientów czy kontrahentów....Wszystkie te informacje gromadzone już na etapie rekrutacji nie są niezbędne, by przyjąć dziecko do przedszkola – więc nie powinny być gromadzone. A już zwłaszcza pytania o stan zdrowia czy wyznanie, czyli o dane szczególnie wrażliwe, są niedozwolone (RODO, art. 9 ust.1). Dlaczego przedszkola pytają o to już na etapie rekrutacji? Bo chcą odsiać dzieci, które z jakiegoś względu odstawałyby od pozostałych. To dyskryminacja – już na etapie przedszkola. I to właśnie z myślą o m. in. takich sytuacjach powstało RODO – by tego typu praktyki utrudnić.

Jeśli zaś chodzi o listy przyjętych i nieprzyjętych – to zgodnie z prawem oświatowym placówka może stworzyć listę złożoną z imion i nazwisk i wywiesić ją w szkole czy przedszkolu. Ale umieszczanie jej na publicznej stronie internetowej nie ma pokrycia przepisach i jest nielegalne (za https://www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/ochrona-danych-osobowych-w-szkole--poradnik-uodo-i-men)

Rozdział 4: czy katecheta może mieć wgląd w dane ucznia?


Kolejny temat, ostatnio głośny. Szkolna religia i przymuszanie do niej, w taki czy inny sposób. Temat wałkowany chyba we wszystkich możliwych odmianach (w razie problemów w tym zakresie polecam https://wolnoscodreligii.pl/) – tyle, że uczniów chroni konstytucja, różne inne przepisy dot. wolności sumienia i wyznania, prawa dot. wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami, rozporządzenie dot. organizacji religii w szkołach, prawo oświatowe...ale czy RODO? To już zależy...

Najczęstszym argumentem podnoszonym w kontekście danych osobowych jest udostępnianie katechecie danych dziecka niezapisanego na religię. Czy szkoła ma do tego prawo? Teoretycznie katecheta jest nauczycielem, ma więc prawo do obecności na radzie pedagogicznej, gdzie i tak dane dziecka padają. Nie oznacza to jednak, że ma mieć do nich dostęp podczas każdej katechezy. Czemu, nota bene, nieraz towarzyszy wypytywanie innych uczniów, czemu Iksiński nie chodzi na religię (a to już wymuszanie informacji dot. wyznania czy bezwyznaniowości, czyli bardziej chronionego rodzaju danych wrażliwych – RODO, art. 9 ust. 1). Po pierwsze – informacje o uczniu czy uczennicy z dziennika lekcyjnego są obszerniejsze niż te, z którymi pedagodzy stykają się podczas rady pedagogicznej. Po drugie – w dobie e-dzienników szkoły tworzą klasy wirtualne dla uczniów uczestniczących w poszczególnych lekcjach. Powstają więc klasy wirtualne dla przedmiotów obowiązkowych, w których uczestniczą wszyscy uczniowie i uczennice, w cudowny sposób da się stworzyć klasy wirtualne na WF, lektoraty z języków czy etykę – i uwzględniać na listach obecności tylko te osoby, których dane lekcje dotyczą, a w przypadku szkolnej katechezy nagle się nie da, administrator e-dziennika dostaje jakiegoś nagłego zaćmienia umysłu i ksiądz katecheta dostaje dane uczniów niezapisanych na religię. A następnie, przy nazwisku “winowajcy/winowajczyni” wpisuje sobie “nieobecny/a” lub “zwolniony”. Tutaj już wchodzi nie tylko kwestia RODO, ale zwyczajnego fałszowania dokumentacji. Dlaczego to problem? Chociażby dlatego, że w przypadku sytuacji nadzwyczajnych, jak np. pożar nie wiadomo, gdzie dokładnie i pod czyją opieką znajduje się dziecko. A próbę beztroskiego podejścia to kwestii “czy lista dzieci z e-dziennika i z sali jest zbieżna” mamy chociażby tutaj https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,30162452,ursus-osmioletnia-dziewczynka-zaginela-w-szkole-szukala-jej.html?

Coś, co zdecydowanie nie jest zgodne z RODO, to wymaganie w niektórych szkołach oświadczeń negatywnych (czyli “nie wyrażam zgody na udział w lekcjach religii”), czy to zawierających jedynie imię i nazwisko dziecka, czy dodatkowo powód niezapisania na katechezę, w celu... udostępnienia ich proboszczowi. To już raczej ten element “łatania byle kim” nie tylko etatów nauczycielskich, ale dyrektorskich, inaczej takiego zachowania wytłumaczyć nie potrafię. Kościół jest jaki jest. To, że czasami chce bezprawnie zbierać dane osobowe uczniów i uczennic to jedno – ale to nie oznacza, że szkoła ma im te dane udostępniać. Analogicznie jak nie oddaje się imion i nazwisk dzieci z danej szkoły imamowi, by miał porządek w papierach i sobie odnotował, jakie konkretne dziecko i z jakiej rodziny nie wyznaje islamu. A wymóg deklaracji negatywnych, tj. wymaganie od rodziców dzieci nigdy nie zapisanych na katechezę oświadczenia, że nie zgadzają się na uczestnictwo syna/córki w lekcjach religii mają podobny sens, co wymóg deklaracji, że syn/córka nie będą brać udziału w lekcjach w szkole rodzenia. Czyli mają związek albo z niekompetencją szkoły, albo – dodatkowo – z fanatyzmem osób ją prowadzących. W kontekście wynoszenia danych uczniów ze szkoły i przekazywania ich dalej – czy to na parafię, czy to do szkoły rodzenia, czy na dowolne zajęcia nadprogramowe, w który dziecko nie bierze udziału – mamy do czynienia z bezprawnym naruszeniem danych (RODO Art. 6 ust. 1). I w momencie, gdy zwykłe zwrócenie uwagi nie pomoże, warto zainteresować sprawą Urząd Ochrony Danych Osobowych.

Szczytem jest już świadome udostępnianie danych kontaktowych rodziców katechecie – by ten przekonał ich do zmiany zdania albo bieganie za rodzicem z prośbą i groźbą o pisemne wyjaśnienie dla księdza, argumentując wprost “bo proboszcz prosi, bo musi mieć porządek w papierach”. Tego typu sytuacji nie da się już wytłumaczyć niekompetencją i nieznajomością przepisów – do tego potrzeba złej woli i braku elementarnej przyzwoitości. Jakoś nigdy nie słyszałam, by jakikolwiek dyrektor zaprzyjaźniony z mułłą czy rabinem urządzał podobne cyrki i przekazywał (już nie wnikając, czy w formie przyjacielskiego prezentu, czy sprzedaży towaru) mu dane swoich uczniów czy ich rodziców.

Rozdział 5: RODO, Microsoft i zdalne nauczanie


Problem dla jednych oczywisty – Microsoft to amerykańska, a więc pozaunijna firma gromadząca masę dodatkowych danych użytkowniczek i użytkowników. Inni, zwłaszcza ci bardziej eurosceptyczni i proamerykańscy nie widzą problemu. Oglądając wpisy na twitterze polityków partii rządzącej, także tych odpowiedzialnych za cyfryzację, miałam nieraz problem z rozpoznaniem, kto bardziej lobbuje na rzecz amerykańskich korporacji – przedstawiciele BigTechów, czy polscy politycy. W tym kontekście nie dziwi fakt, że w poradniku UODO dla szkół, przedstawiającym 18 szczegółowych zagadnień dot. ochrony danych osobowych, kwestia korporacyjnego oprogramowania nawet nie wypłynęła. A jaki jest problem z Microsoftem w szkołach i dlaczego powinniśmy się tym przejmować?

Po pierwsze dlatego, że przyzwyczaja uczniów do korzystania z produktów jednej firmy. To trochę jak z religią w wielu rodzinach – dziecko dostaje chrzest, bo tak trzeba, potem idzie do komunii, bo wszyscy idą, potem bierze ślub kościelny, bo ładny kościółek, biała sukienka i wprawdzie z nauką instytucji nie do końca po drodze i wysiłek intelektualny włożony w “ale zaraz, nie zgadzam się z nauką kościoła, ślub mogę wziąć, gdzie chcę” byłby równie uciążliwy co “ale zaraz, nie muszę używać MS Office, są inne pakiety biurowe” – to jednak siła przyzwyczajenia i presja społeczna robią swoje.

Po drugie – dane. Microsoft zbiera ich takie ilości, że dwukrotnie zdobył Big Brother Award (https://writefreely.pl/didleth/microsoft-otrzymuje-big-brother-award) – antynagrodę przyznawaną za inwigilację i naruszenie danych. Takie zachowanie budzi zaniepokojenie nie tylko wśród zwykłych obywateli, ale także wśród urzędników (nie polskich, bo w Polsce lobbing dużych firm technologicznych jest duży, a zasoby organizacji walczących o prawo do prywatności czy cyfrowe prawa obywatelskie – małe), np. https://gdpr.pl/czy-microsoft-365-jest-bezpiecznym-narzedziem. Firma nie ujawnia, jakie dokładnie dane gromadzi, w jakim celu je przetwarza, ponadto wysyła je do USA – gdzie poziom ich ochrony jest znacznie niższy, niż w UE. Przed ETS od lat toczą się spory między Europejczykami a Stanami Zjednoczonymi, dot. właśnie ochrony danych osobowych obywateli Europy.

A co firma może zrobić z danymi i dlaczego powinno nas obchodzić, że Meta (właściciel Facebooka, Instagrama i Whatsappa), Google czy inne firmy posiadają nasze dane? Ponieważ dzięki temu są nie tylko w stanie zgromadzić nadmiarowe informacje o naszych preferencjach czy zachowaniach, bynajmniej nie będące niezbędnymi do wykonania usługi (jest to tzw. nadwyżka behawioralna) i sprzedać je reklamodawcom, ale też na ich podstawie przewidzieć nasze przyszłe działania. A w związku z tym – przygotować reklamy i usługi mające na celu wywołać konkretne czynności z naszej strony. Nie chodzi już o to, żeby wrzucić nam reklamę z kategorii, która nas potencjalnie interesuje – ale by tworzyć w nas potrzeby, których wcześniej byśmy nie mieli i kształtować konkretne zachowania na zlecenie reklamodawców. A to szczególnie groźne.

Ten sam dylemat dotyczy więc nie tylko Microsoftu, ale także usług Google'a, Facebooka czy Amazona. Nie dodaję do tej listy produktów Apple'a – gdyż prozaicznie są poza zasięgiem finansowym większości polskich placówek.

Tymczasem nauczyciele nie znają alternatyw – więc wymagają korporacyjnych rozwiązań. Podczas zdalnego nauczania powszechne było wymaganie od uczniów zainstalowania Teamsów, Zooma, Messengera czy różnorakich komunikatorów. Często w formie “każdy nauczyciel wymaga innego, a dziecko niech je upchnie na komputerze obok programów używanych przez rodziców i rodzeństwo”. Dotyczy to także szkół, które miały możliwość skorzystania z innych rozwiązań, ale wolały tego nie robić. W pozostałych przypadkach zwyciężyła wygoda i skorzystanie z oprogramowania, które było wprawdzie nie tańsze (bo nasze dane mają sporą wartość), ale jednak łatwiej dostępne.

Ale opisywany problem sięga dużo dalej, niż zdalne nauczanie. To, także pozapandemiczna, codzienność polskich szkół. Szkolne i przedszkolne fanpage w socialmediach, o których napiszę w dalszej części artykułu. Grupy w socialmediach (nie wszystkie podlegające pod RODO, bo czym innym będzie taka założona przez samych uczniów, a czym innym taka, na której nauczyciele omawiają między sobą szczegółowo problem Stasia Iksińskiego). Komunikatory – nieraz nauczyciel(ka) wprost przyznaje, że z uczniami komunikuje się przez Messengera, bo tak jest im najwygodniej, on(a) zaś wie, że wtedy młodzież wiadomości odczyta. Tyle, że nikt nie ma obowiązku używać Facebooka czy instalować Messengera i w momencie, gdy jest nacisk na skorzystanie z tej formy komunikacji zarówno uczniowie, jak i nauczyciele czują presję, by jednak wziąć udział w karmieniu korporacji. Także w tych obszarach, w których dotąd tego nie robili. Nawet, jeśli szkoła ma e-dziennik, rodzice nieraz są przez samych nauczycieli proszeni o zainstalowanie Whatsup'a, o przypomnienie czegoś przez Messengera. Czasami dyrektor próbuje zdyscyplinować pracowników i przekonać, by przynajmniej nie nadużywali komunikatorów w kontaktach z rodzicami – ale to jak głos wołającego na pustyni. W oświacie jest kryzys, prywatność to nie priorytet. Do tego dochodzą jeszcze kosztowne prezenty od sponsorów. A to czytniki e-booków od Amazona, a to okulary do wirtualnej rzeczywistości od Mety. Kusi, by rzucić kamieniem i napisać coś o nauczycielach czy dyrektorach, dla których dobro sponsora jest ważniejsze od dobra ucznia. Ale nic nie jest czarno-białe.

Pamiętam ze swoich czasów szkolnych sytuacje, gdy do szkoły wchodziła jakaś prywatna firma – a to producent pasty do zębów prowadził warsztaty z higieny jamy ustnej dorzucając przy okazji próbki swojej pasty i tłumacząc, dlaczego powinniśmy używać właśnie tej, a to producent podpasek w podobnym tonie prowadził zajęcia dla dziewcząt, a to ktoś z banku oferował otworzenie młodzieżowego konta – oczywiście u nich – wymagając comiesięcznych wpływów, o których nikomu w naszej klasie się wtedy nie śniło. A zindoktrynowane wcześniej przez przedstawicieli tych firm nauczycielki grzmiały groźnie, żebyśmy z tych usług skorzystali. Wzmacniały przekaz własnym autorytetem, będąc zapewne wdzięcznymi marketingowcom, że wybrali akurat naszą szkołę i przekonanymi, że szansa, jaka nam się trafiła, jest wyjątkowa. Nie miały pojęcia, że zostały zwyczajnie wykorzystane przez prywatne podmioty w celach marketingowych. Teraz obserwuję dokładnie ten sam mechanizm – tyle, że osobami próbującymi wpłynąć na dzieci za pośrednictwem szkół są ludzie znacznie potężniejsi, niż ci produkujący pasty do zębów. Nauczyciel nieraz nie zna innych rozwiązań, niż korporacyjne – analogicznie jak naszym rodzicom nie przyszło by do głowy, by podważać dogmaty kościoła, postawić się księdzu i nie ochrzcić dziecka. Bo to znali, bo tak zostali wychowani, bo – uwzględniając doświadczenia epoki PRLu – kościół kojarzył im się ze zmianą na lepsze. I współcześni rodzice czy nauczyciele z równą pobożnością podchodzą do produktów Microsoftu. Zdarzało mi się mieć styczność z rodzicami, niby postępowymi i nowoczesnymi, którzy paragrafami dot. świeckiego państwa sypali jak z rękawa, uświadamiając pod tym względem szkołę czy innych rodziców – i którzy jednocześnie na rodziców walczących o prywatność swoich dzieci reagowali z większą nienawiścią, niż ultrakatolicki rodzic grzmiący o satanizacji dzieci poprzez urządzanie Halloween. Smutne, ale prawdziwe.

Kiedy więc przeciętny nauczyciel w małej wiejskiej szkole, nieraz łatający etaty po innych szkołach, używający MS Office bo wszyscy używają i nie mający wiedzy w zakresie otwartego oprogramowania, bo nikt mu jej nie przekazał, dostanie do dyspozycji komputery naszpikowane szpiegowskim oprogramowaniem czy nowoczesne cyfrowe okulary – będzie się cieszył, że jego uczniowie mają w ogóle styczność z nowoczesną technologią. Prywatność z jednej strony stanowi prawo podstawowe każdego obywatela, w tym dziecka (i może zwłaszcza dziecka powinno dotyczyć), a z drugiej – towar luksusowy. Nieraz jedyny, jakim dysponuje niedofinansowana szkoła. Więc wymieniają go za wiedzę i technologię, płacąc barterem.

Jako państwo jesteśmy cyfrową kolonią. Z punktu widzenia rządzących polityków, ale nieraz też nauczycieli dzieci powinny cieszyć się z tych gromadzących dane nowoczesnych paciorków, bo kolonialista paciorki rozdaje, a bez tego rozdawania dzieci paciorków by w ogóle nie miały. I chociaż ich suwerenność by na tym zyskała, to trudniej byłoby im się odnaleźć w skolonializowanej rzeczywistości.

I o ile można zrozumieć, że ktoś prosi uczniów o skorzystanie z konkretnego oprogramowania, bo innego nie zna – to już łamania praw podstawowych, gdy uczeń/rodzic odmawia, zrozumieć nie można. Jeśli chcemy od małego uczyć dzieci, że “nie znaczy nie” – by wyrosły na empatycznych i asertywnych dorosłych, to wypadałoby w podobny sposób podchodzić do “nie” wyrażonego przez ucznia. W momencie gdy uczeń (lub jego rodzic) nie chce, by jego prywatność została naruszona, jego dane – zabrane i wykorzystane w niewiadomych celach, lub gdy przynajmniej chce zminimalizować to ryzyko. Na szczęście część nauczycieli potrafiła to uszanować. W trakcie zdalnego nauczania oferowali alternatywne formy zaliczenia przedmiotu, pozwalali, by dziecko miało wyłączoną kamerkę (btw – wbrew temu, co sugerują niektórzy – funkcja zamazywania tła nie wszędzie i nie zawsze działa, a w USA były już przypadki, że uczniowie dostali laptopy a następnie szkoła, używając zainstalowanych tam kamerek zgłaszała się do uczniów z pretensjami odnośnie tego, co robią i mówią prywatnie w swoich pokojach). Niestety – nie dotyczy to wszystkich, część pedagogów ze szpiegowania prywatności swoich uczniów uczyniła misję. Czy to w bliżej nieznanych celach, czy tylko w ramach nakarmienia korporacji, czy gorzej – w imię “jak uczeń będzie mieć dziwną minę i koledzy wrzucą filmik na YT czy Tik Toka, żeby się pośmiać, to ich ofiara zmężnieje i nauczy się życia”. Co jakiś czas pojawiają się doniesienia o katechetce czy innym pracowniku szkoły, który siłą, za rękę czy ucho, zaciąga dziecko na lekcje religii. I zawsze podnoszą się wtedy słuszne głosy oburzenia. Warto, by analogiczne podnosiły się w przypadku zmuszania dziecka do zajęć przez Teamsy czy Zooma. W przypadku dziecka zabranego siłą na katechezę – fizyczny siniak zagoi się szybko, nie będzie po nim śladu, a rodzic może przedsięwziąć stosowne kroki. Cyfrowy ślad zostaje na dłużej. Jeśli zdjęcie lub video przedstawiające ucznia w niekomfortowej dla niego sytuacji trafi na socialmedia to nawet, jeśli rodzic zainterweniuje w szkole, treści z internetu tak szybko nie znikną. Mogą w nim żyć własnym życiem przez lata.

A jak na to wszystko reaguje państwo? Pozornie wydawałoby się, że będzie jak z lekcjami religii. Tj. – są uprzywilejowane, szkoła często je narzuca, nieraz (na ile legalnie to osobna kwestia) stawia niekatolickie dzieci w niekomfortowej sytuacji – wymagając nielegalnych oświadczeń, kombinując, jak tu przemycić religijne treści na innych przedmiotach (np. modlitwa przed matematyką), zmuszając do siedzenia na korytarzu czy w szatni. Jednak rodzic wciąż ma narzędzia prawne, by – nawet najbardziej ureligijnionemu dyrektorowi – uniemożliwić zmuszenie dziecka do udziału w praktykach religijnych. I niejeden rodzic miał nadzieję, że także w przypadku przekazywania danych dziecka korporacji wystarczająco zdeterminowany opiekun będzie w stanie dziecko wybronić. W tym założeniu nie uwzględniliśmy jednego: jesteśmy cyfrową kolonią. A polski rząd dba o dominację amerykańskich korporacji w jeszcze większym stopniu, niż o dominację kościoła. Dlatego Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł (II SA/Wa 2259/21 – Wyrok WSA w Warszawie) https://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/461657CD16 orzekł, że przekazywanie firmie Microsoft danych dziecka, wbrew woli jego opiekunów prawnych, nie narusza RODO i że tym samym Microsoft jest uprawniony do przetwarzania danych polskich obywateli nawet wbrew ich woli. Dlaczego? “Nie ulega wątpliwości, że powyższe warunki zostały w niniejszej sprawie spełnione, albowiem wybór przez Szkołę platformy MS Teams prowadzonej przez profesjonalny podmiot, jakim jest renomowana Microsoft Corporation [...], z całą pewnością gwarantuje stosowanie przez podmiot przetwarzający środków organizacyjnych i technicznych, o których mowa w art. 28 ust. 1 RODO”. Tłumacząc z prawniczego na język bardziej zrozumiały: skoro Microsoft jest “profesjonalną” i “renomowaną” firmą, to nie ma co nawet podejrzewać jej o łamanie RODO. Cóż, swego czasu rządowe media ujawniły dane ofiary pedofila (https://tvn24.pl/polska/nie-zyje-syn-poslanki-magdaleny-filiks-rzadowe-media-ujawnily-informacje-o-ofierze-pedofila-tvp-probuje-zrzucac-odpowiedzialnosc-na-posla-po-pawla-borysa-6809460) i też nie poniosły konsekwencji. W środowiskach rządzących mają przecież opinię profesjonalnych i renomowanych.

Kraje kolonialne wprawdzie miały w pewnym stopniu prawo do zachowania własnych zwyczajów, w pewnym stopniu do indywidualnego systemu prawnego – ale nie mogły one być sprzeczne z interesem kolonialisty i generalnie nie dziwi fakt, że sąd w kraju kolonialnym orzeka na rzecz góry/mocodawców, zamiast na rzecz własnych obywateli. Nie dziwi – ale bulwersować wciąż może.

Część druga: https://writefreely.pl/didleth/rozdzial-10-sportowe-talenty

Microsoft otrzymuje Big Brother Award


Microsoft otrzymuje Big Brother Award


#BigTech #Microsoft

Microsoft otrzymał Big Brother Award (Nagrodę Wielkiego Brata) za “całokształt twórczości”. Big Brother Award to przyznawana corocznie w różnych krajach nagroda za szczególne osiągnięcia w dziedzinie naruszenia prywatności czy ochrony danych osobowych. Nazywa się ją czasem “Oskarem inwigilacji”.

Oprogramowanie Microsoftu jest obecne we wszystkich dziedzinach życia – w pracy, administeacji publicznej, na urządzeniach osobistych itp. Firma wciąż rozszerza swoją władzę nad danymi.

Nagrody przyznała w piątek 28.04.2023 niemiecka organizacja Digitalcourage. W skład pięcioosobowego jury weszło dwóch członków Digitalcourage, Frank Rosengart z Chaos Computer Club i dwóch innych ekspertów zajmujących się ochroną danych. Nagrodę za “całokształt twórczości” otrzymał Microsoft. To nie pierwsze takie odznaczenie dla firmy – w 2002 roku otrzymała je już za “kompleksową technologią kontroli praw autorskich”, Digital Rights Management.

Thilo Weichert, były komisarz ds. ochrony danych w Szlezwiku-Holsztynie i ekspert ds. ochrony danych w Netzwerk Datenschutzexpertise określił Microsoft mianem “wielkiej protekcjonalnej maszyny okradającej nas z cyfrowej suwerenności”. Opowiada o różnych czynnikach, które doprowadziły jury do podjęcia takiej decyzji.

Microsoft chce przejąć producenta gier Activision Blizzard, m. in. po to, by uzyskać przewagę w dziedzinie wirtualnej rzeczywistości (metaverse). Urząd ds. konkurencji w Wielkiej Brytanii zablokował póki co tę operację, by firma nie uzyskała nadmiernej przewagi na rynku.

Kolejny problem to aplikacje pakietu biurowego. Jak wielka jest zależność od ich usług okazało się w styczniu, gdy, podczas awarii MS Office, wiele firm musiało po prostu przerwać pracę. Microsoft dominuje także w niemieckiej administracji: gdy w maju 2021r. zapytali o to posłowie FDP okazało się, że 96 procent wszystkich urzędów federalnych używało w 2018 roku Microsoft Office i Windowsa, zaś 69 procent korzystało z Windows Servera. Od tego czasu sytyuacja się nie poprawiła, wręcz przeciwnie, dominacja koncernu wzrosła. Mimo, że pierwotnie planowano wyposażyć berlińskich nauczycieli w adresy mailowe z mailbox.org, to kontrakt otrzymał amerykański koncern technonogiczny.

W listopadzie 2022 roku eksperci zajmujący się ochroną danych zwracali uwagę, że Microsoft 365 jest niezgodny z RODO. Microsoft nie ujawnia, jakie kategorie danych i w jakim celu przetwarza, ponadto przekazuje dane do USA – gdzie poziom ich ochrony jest niższy niż w EU, a dostęp do danych mają amerykańskie służby specjalne, co stoi w sprzeczności z decyzją Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Pozostali laureaci to niemiecki minister finansów Christian Lindner (w kategorii “Władze i administracja”), firma fintech Finleap (w kategorii “Finanse”), platforma wideokonferencyjna Zoom (w kategorii “Komunikacja”), grupa Deutsche Post DHL (w kategorii “Ochrona konsumentów”).

Tekst na bazie https://robertkoop.wordpress.com/2023/05/02/lebenswerk/ (podlinkowane na mastodonie digitalcourage) video: https://digitalcourage.video/w/gPdZJxJ2Q7fyc92hCj77LN

2 użytkowników udostępniło to dalej